Na couchsurfingu z talibami

Na couchsurfingu z talibami

Nieformalny wywiad z młodym podróżnikiem po świecie.

Nenad jest 29-letnim, który sam siebie określa jako „couchsurfingowy włóczęgę”, który niedawno ukończył pięciomiesięczną, 25 000 km autostopową odyseję ze swojego domu w Serbii do Chin. Oficjalny ambasador Couchsurfingu, gościł 182 gości i surfował na 253 kanapach na trzech kontynentach. Podczas swojej ostatniej podróży po Azji został dwukrotnie zatrzymany pod zarzutem bycia terrorystą. Jest też bardzo przyjaznym facetem. To jest jego historia.

Spotkałem NENADA STOJANOVICIA przypadkowo przez couchsurfing.org, kiedy strona poinformowała mnie, że wkrótce będzie przejeżdżał przez Pekin. Kliknąłem na jego stronę profilową, przejrzałem jego imponujące życiorys z podróży i zaproponowałem, że oprowadzę go po mieście, kiedy tu był. Skończyło się na rozmowie z nim w pekińskiej kawiarni.

Wychudzona postać z czerwonym szalikiem w stylu młodego pioniera owiniętym wokół szyi, przypominał mniej intensywną wschodnioeuropejską wersję Che Guevera. Zmęczony podróżą autostopem przez kontynent, ale wciąż optymistycznie nastawiony, mówił pozytywnie o każdym, kogo spotkał, radośnie wspominając ich dobroczynne i dobroczynne uczynki. Jest w trasie lub goszcząc innych w drodze od pięciu lat. Kawiarnia była przystankiem na odpoczynek podczas jego ostatniej podróży z Serbii do Chin.

Jego kariera podróżnicza rozpoczęła się, gdy odkrył couchsurfing, który, jak powiedział, „zmotywował mnie do nawiązania kontaktu z sąsiadami i sąsiadami sąsiadów”.

W różnych momentach swojej historii Nenad wspominał o niekonwencjonalnych miejscach, w których „surfował”, tak swobodnie, jakby opisywał, co jadł na śniadanie. Posterunek afgańskiej policji. Chiński plac poboru opłat drogowych. Ciężarówka do ziemniaków w Tadżykistanie. Turecki sklep meblowy. Siedziba niektórych członków talibów. Rozmawiając z nim, odniosłem wyraźne wrażenie, że porusza się po cienkiej linii między radosnym optymizmem a radosnym szaleństwem, współczesny mesjasz autostrady, zamierzający zjednoczyć ludzkość poprzez podróże i dzielenie się dobrymi opowieściami na całym świecie.

Podczas swojej podróży autostopem z Serbii do Chin wykorzystał stronę couchsurfing do zorganizowania gospodarzy w każdym odwiedzonym mieście i po prostu improwizował, gdy nie można było znaleźć gospodarza. Przejechał autostopem całe 25 000 km, z wyjątkiem jazdy autobusem przez niebezpieczne afgańskie wnętrze. Tak opisał Turcję:

    „Autostopem jest tam bardzo łatwo. Kierowcy cię nie wybierają; to Ty wybierasz swojego kierowcę. Nie miałem gospodarza, kiedy dotarłem do miasta Nevşehir w środkowej Turcji. Znalazłem sklep meblowy i za pomocą sygnałów ręcznych zapytałem kierownika, czy mogę w nim spać. Zostałem tam przez chwilę, aż po prostu zaprosił mnie na noc do jego domu. Podał mi herbatę i zapewnił posiłek ”.

Kontynuował łapanie stopa i surfowanie po Turcji i zdecydował się przejechać przez północny Irak. Przekroczył granicę w furgonetce z trupą tureckich komików, magików i tancerek brzucha, którzy zaprosili go do hotelu w Iraku, w którym występowali.

Przetaczamy się przez Iran

    „To było w kurdyjskiej części Iraku. To nie jest teraz naprawdę niebezpieczny obszar, chociaż były tam blizny po wojnie, zniszczone budynki i złe wspomnienia. Wszyscy byli niezwykle mili i gościnni. Idąc dalej, pominąłem Mosul, ponieważ było to zbyt niebezpieczne ”.

Udało mu się autostopem przez Irak, wyświetlając przejeżdżającym kierowcom napis w języku arabskim napisany przez jednego z gospodarzy.

Autostop w Iranie sprawiał trudności, ponieważ miejscowi nigdy nie widzą turystów w niektórych obszarach.

    „Gdziekolwiek się udawałem, otaczali mnie miejscowi, do tego stopnia, że ​​drogi były blokowane przez tłumy. Pojawili się żołnierze i kazali przejeżdżającemu autobusowi podwieźć mnie do następnego miasta. Nikt nie rozumie, czym jest autostop, więc gdy ktoś Cię podwiezie, czuje się za Ciebie odpowiedzialny. Jedna z moich przejażdżek faktycznie wezwała policję, aby upewnić się, że moi gospodarze couchsurfingu nie są niebezpieczni. Niektórzy ludzie nie ufają sobie nawzajem, ale są naprawdę mili. Niesamowity."

Dalsza podróż prowadziła przez Afganistan i nawet perspektywa podróży przez strefę aktywnej wojny nie mogła osłabić jego entuzjazmu.

    „Chciałem odbyć tę podróż lądową. Próbowałem uzyskać wizę do Pakistanu, ale trwało to zbyt długo. Następnie zdecydowałem się złożyć wizytę w ambasadzie afgańskiej w Teheranie w Iranie. Konsul był naprawdę miłym, przyjaznym facetem i pomyślałem, że kraj nie może być taki zły. Dał mi wizę od razu po potwierdzeniu mojej tożsamości ”.

Po przybyciu do miasta Herat w zachodnim Afganistanie, zapoznał się z lokalnymi członkami talibów, których nazwał „naprawdę bardzo miłymi ludźmi”. Ich wspólny znajomy prowadzi farmę na terytorium talibów, więc z radością go przyjęli i udzielili porad, jak zapewnić mu bezpieczny przejazd. W ten sposób Nenad dołączył do marnych szeregów mieszkańców Zachodu, którzy bez incydentów napotkali talibów.

Życie z talibami było dość proste. Mężczyźni siedzieli i palili w salonie, a potem w magiczny sposób pojawiało się jedzenie przygotowane przez niewidoczne kobiety pracujące w kuchni.

Couchsurfing z lokalnymi członkami talibów w Heracie w Afganistanie

Wyjaśnili mu, poprzez wspólnego znajomego, że nie zgadzają się z aktualną polityką i prawem w Afganistanie, dlatego wybierają członkostwo. Twierdzili, że nie są terrorystami, tylko ludźmi o poglądach politycznych innych niż ludzie w innych częściach kraju. Nie wdawali się w dalsze szczegóły, a Nenad nie zauważył żadnej broni w ich domu. Oprócz podania kilku wskazówek, jak zachowywać się w środowisku wiejskim, zasugerowali, aby skorzystać z usług konkretnej firmy autobusowej, która nie jest tak często zatrzymywana na niezliczonych punktach kontrolnych na autostradach w całym kraju.

    „Byli to przyjaźni i gościnni ludzie. Nie wszyscy Talibowie są terrorystami. Przypuszczam, że nigdy nie słyszałeś o nich niczego pozytywnego, ale moje doświadczenie było. Powiedzieli mi, że wyglądam jak jeden z nich, co chyba było komplementem ”.

Przed wyruszeniem w podróż dokonał przeglądu każdej z trzech głównych tras lądowych przez Afganistan. Autostop przez południową i środkową część kraju nie wchodził w grę, chociaż podróż autobusem nie była dużo bezpieczniejsza ze względu na możliwość porwania i przetrzymywania dla okupu. Dodatkowe zagrożenia obejmowały miny lądowe, bomby przydrożne i bandytów. Rozważał złapanie stopa helikopterem konsulatu USA, ale został bezceremonialnie zawrócony po tym, jak poinformowano go, że nie są taksówkami.

Największym zmartwieniem były drogi łączące główne miasta.

    „W większych miastach można mówić po angielsku, co wielu ludzi może zrozumieć. Ale kiedy jesteś na tych drogach, nigdy nie wiesz, co się wydarzy. Afganistan może wydawać się najbezpieczniejszym miejscem na świecie, dopóki coś się nie stanie ”.

Północna droga z Heratu do Mazar-i-Sharif została niedawno przejęta przez talibów. Centralna droga była w naprawdę złym stanie, przejście jej zajmie cztery dni, a wielu obcokrajowców zostało tam zabitych. Południowa droga, nazywana jedną z najbardziej niebezpiecznych na świecie, prowadzi na południe od Heratu, przechodzi przez Kandahar, a następnie do Kabulu, stolicy. Wybrał drogę południową, biorąc pod uwagę, że jest ona najbardziej ruchliwa z trzech i dlatego powinna być najbezpieczniejsza. Jeden z jego irańskich gospodarzy został okradziony na muszce na tej drodze, stracił paszport i kosztowności. Bezpieczeństwo w Afganistanie to pojęcie względne.

Wyjaśnił swoją strategię przetrwania w Afganistanie w następujący sposób:

    „Doszedłem do wniosku, że jeśli podczas podróży przez niebezpieczną strefę będę wyglądać jak miejscowy, to moje szanse na śmierć wynosi tylko 30%” - mówi komicznie. „Moi gospodarze powiedzieli mi, że wielu ludzi wybiera tę drogę, więc musiałem się przebrać na tej ruchliwej, ale niebezpiecznej drodze, żeby nie dać się porwać”.

W przebraniu swojej podróży po Afganistanie

Jego przebranie składało się z białego shalwar kameez (tradycyjna odzież afgańska) i a taqiyah (czapka dla spostrzegawczych muzułmanów). Ubrania dostarczyli jego gospodarze couchsurfingowi, którzy nauczyli go również, jak modlić się do Mekki, jeśli zajdzie taka potrzeba. W nagłych wypadkach módlcie się.

Przy tak wielu grupach etnicznych w Afganistanie niektórzy mieszkańcy rzeczywiście przypominają mieszkańców południowej Europy, podczas gdy inni wyglądają na środkowoazjatycką. Nosił również długą brodę, która jest obowiązkowa wśród bardziej tradycyjnych muzułmanów. „Mam taki„ Afghan Look ”- zakończył.

Ubrany w afgański strój i odpowiednio zindoktrynowany, w jego przebraniu brakowało tylko jednego elementu - lokalnego języka. Aby ominąć tę trudną przeszkodę, udawał, że jest głuchy i niemy w niebezpiecznych miejscach, używając sygnałów ręcznych, aby komunikować się z napotkanymi mieszkańcami. Schował też swój plecak do dużego śmierdzącego worka wraz z kosztownościami.

Poszedł dalej, głuchoniemy, fałszywie muzułmański pasażer w autobusie polecanym przez talibów, jadąc jedną z najbardziej niebezpiecznych dróg w jednym z najniebezpieczniejszych krajów świata. Gdy autobus jechał na południowy zachód z Heratu do Kandaharu, a następnie na północ do Kabulu, on

    „… Spał lub udawał, że śpi. W autobusie było gorąco i okropnie, a kierowca jechał jak szaleniec. Sceneria nie była niczym szczególnym i było wiele zniszczonych mostów i budynków. Zatrzymaliśmy się kilka razy, aby się pomodlić i przeszliśmy przez kilka punktów kontrolnych talibów i policji. W końcu dotarłem do Kabulu i mój gospodarz nie mógł uwierzyć, że rzeczywiście podróżowałem lądem ”.

Po gorącej i męczącej podróży lądowej porównał swój tygodniowy pobyt w Kabulu do „letnich wakacji”.

    „Kabul przypomina miasto z XVI wieku. Wszystko jest wszędzie i jest przypadkowe. Pachniesz owocami, warzywami, krwią zwierząt, kurzem, brudem, przyprawami, potem i toaletami. Ludzie chodzą jak z bajki z długimi brodami. Zwierzęta są zabijane na twoich oczach i wszędzie płynie krew ”.

Jego pierwsze spotkanie z władzami na punkcie kontrolnym w mieście Kunduz na północy Afganistanu nie przebiegło dobrze. Funkcjonariusz punktu kontrolnego myślał, że wygląda jak terrorysta, więc został zmuszony do spędzenia nocy na komisariacie.

Na szczęście dla niego stacja była dość zrelaksowana i nie poproszono go o pozostanie w celi. Wieczorem surfował po kanapie stacji i był przesłuchiwany następnego dnia. Przesłuchujący oficerowie szybko zorientowali się, że nie jest terrorystą i czując się winny, zaoferowali mu w prezencie mnóstwo cukierków i ogromny tradycyjny afgański płaszcz.

Jak na ironię, nie zaobserwował strzelaniny, działalności terrorystycznej ani rabunków podczas przekraczania wzdłuż i wszerz kraju i został okradziony dopiero natychmiast po opuszczeniu Afganistanu, w stosunkowo bezpiecznym sąsiednim kraju Tadżykistan. Spacerując ulicą w stolicy Tadżykistanu, Duszanbe, podszedł do niego „agent KGB”, który wrzucił mu heroinę do plecaka i zażądał potężnej łapówki, grożąc, że wsadzi go do więzienia, jeśli nie zostanie natychmiast zapłacona. Wolność była jego za jedyne 80 euro.

Spędził dzień na sprzedaży ziemniaków podczas jednej z przejażdżek, a następnie przeniósł się w góry Pamir, odludny obszar we wschodniej części kraju.

    „Autostrada Pamirska jest jedną z najbardziej opuszczonych autostrad w Azji, jeśli nie najbardziej. Podróżowanie tam autostopem zajęło mi prawie tydzień, średnio 200 km dziennie. Czułem się, jakbym był na innej planecie. Po prostu nic tam. Czekałem cztery lub pięć godzin, aż przyjedzie jeden samochód ”.

Pozowanie na autostradzie Pamir

Przebywając w kirgiskim mieście Osz, zostawił plecak w kawiarni na kilka godzin, co spowodowało zastraszenie bombowe i lokalną ewakuację. Po raz kolejny znalazł się na komisariacie przesłuchiwanym przez jednostkę antyterrorystyczną, która ku jego rozbawieniu znalazł w plecaku afgańskie pocztówki z bronią i bombami. Po dwóch godzinach pozwolili mu odejść.

Był entuzjastycznie nastawiony do swojego doświadczenia w Chinach, które obejmowało pokonanie 10 000 km autostopem przez dwa tuziny prowincji.

    „Kierowcy są mili i ciekawi i zawsze nalegają na kupowanie dla mnie posiłków. Nigdy nie proszą o pieniądze ”.

Podczas podróży z Hongkongu do prowincji Guangxi, jedna z jego przejażdżek zabrała go na dziesięcioletnie spotkanie z udziałem graczy z drużyny Counter Strike. Counter Strike to internetowa strzelanka z perspektywy pierwszej osoby.

    „Wszyscy mieli na sobie koszulki z napisem„ Counter Strike ”, upiliśmy się i pokłóciliśmy o jedzenie”.

Jedno z jego bardziej pamiętnych doświadczeń w Chinach miało miejsce na pobliskim placu poboru opłat drogowych w pobliżu Szanghaju. Po przybyciu na miejsce o 2 w nocy zapytał kierownictwo, czy mógłby spędzić noc na ich kanapie, na co się zgodzili. Następnego ranka lokalny dziennikarz wyszedł, aby przeprowadzić z nim wywiad, a zarząd bramki poprosił go o nagranie wiadomości powitalnej w języku angielskim dla kierowców wjeżdżających na drogę ekspresową:

„Drodzy kierowcy, witajcie na autostradzie Pekin-Szanghaj”.

Wypada, żeby to bohater drogi ogłosił podróż towarzyszom podróży.

Teraz tymczasowo osiadł na przedmieściach Hangzhou w Chinach, Nenad podjął pracę, ucząc dzieci języka angielskiego. Może być jedynym nauczycielem w przedszkolu na świecie, który był kiedyś podejrzany o bycie terrorystą. Jego następny ruch, podobnie jak znaczenie jego imienia (Ненад), z pewnością będzie nieoczekiwany.


Obejrzyj wideo: جمع آوری کچالو Village life Afghanistan