Podróż do Detroit, rodzinnego miasta, w którym nigdy nie mieszkałem

Podróż do Detroit, rodzinnego miasta, w którym nigdy nie mieszkałem

Obecnie kiedy podróżuję do Detroit, to głównie na mecze piłki nożnej lub pogrzeby.

Myślę, że to dziwne nazywać siebie „podróżnikiem” do Detroit, miejsca, w którym się urodziłem i gdzie mieszkałem do 22 roku życia.

Właściwie pozwól mi to cofnąć. Urodziłem się w szpitalu w Detroit; jednak wychowałem się na przedmieściach iw całym swoim życiu spędziłem w sumie tylko kilka dni poniżej 8 Mile Road - tak, to jest prawdziwa droga, a nie tylko tytuł filmu o Eminemie.

Nawet kiedy lecę do Detroit, tak naprawdę nie wjeżdżam do miasta. Mój samolot ląduje na lotnisku Detroit Metro w Romulus, a potem jadę taksówką do domu mojej matki na północno-zachodnich przedmieściach, gdzie dorastałem. Jeśli jest mecz piłki nożnej, jedziemy do Ann Arbor. Jeśli jest pogrzeb, idziemy na cmentarz w Birmingham.

Zeszłego lata byłem zaskoczony, słysząc, jak mój przyjaciel z Nowego Jorku powiedział mi, że pojechał na weekend do Detroit ze swoim chłopakiem. Na wakacjach.

I spodobało im się to.

Czytałem o artystach przeprowadzających się do miasta, aby skorzystać z niskich czynszów w Detroit oraz o planach przekształcenia wolnych działek w Detroit w sieć lokalnych, ekologicznych gospodarstw.

„Ale co tam robiłeś?” Zapytałem z niedowierzaniem.

Poszli do Detroit Institute of Arts i Motown Museum i zjedli brunch w Whitney, odrestaurowanej zabytkowej rezydencji.

„Detroit jest świetne” - zachwycał się.

Jako pochodzący z południowo-wschodniego Michigan jestem całkowicie zdumiony fascynacją innych moim rodzinnym miastem, tym samym, które ja i wszyscy trzej moi bracia zbyt chętnie wyjeżdżaliśmy do „prawdziwych” miast, takich jak Chicago, Waszyngton, DC czy Nowe York. A jednak, zgodnie z reklamami Chryslera z udziałem Eminema i Clinta Eastwooda, Detroit powraca.

(Żałuję, że nie mogę w to uwierzyć, ale zbyt wiele razy widziałem film o powrocie Detroit).

Prawdą jest, że przemysł samochodowy radzi sobie obecnie lepiej dzięki dobrze nagłośnionej pomocy rządowej. W tym samym czasie czytałem o artystach przeprowadzających się do miasta, aby skorzystać z niskich czynszów w Detroit. Ciągle słyszę również o planach przekształcenia wolnych działek w Detroit w sieć lokalnych, ekologicznych gospodarstw.

W rzeczywistości stan ruiny Detroit stał się branżą samą w sobie. Ostatni film dokumentalny Detropia zabrał mnie na wdzięczną wycieczkę po rozkładających się wielkich budynkach Detroit, podczas gdy nowa, gorąca książka, Detroit City is the place to be: The Afterlife of an American Metropolis autorstwa reportera Rolling Stone (i mojego kolegi, absolwenta University of Michigan) Marka Binellego, opisuje szczegółowo historię upadku miasta.

Cieszyłem się, że widziałem Detropia, ale byłem jeszcze szczęśliwszy, mogąc przeczytać książkę Binellego, która szczegółowo wyjaśnia wiele informacji przedstawionych w filmie w bardziej artystycznym, ale irytująco eliptycznym stylu.

Oprócz uczenia się z dokładnych badań Binellego, doceniałem szczerość, z jaką podzielił się szczegółami swoich doświadczeń z dorastania poza miastem i zaglądania do środka. Konkretnie, kiwnąłem głową z uznaniem, kiedy napisał: „Kiedy dorastałem w lat osiemdziesiątych jednak zamieszki były wywoływane z kompulsywną regularnością świeżej urazy. Działo się to oczywiście na przedmieściach, gdzie uraza nie zawsze była wyrażana grzecznie.

Podobnie jak wiele białych dzieci z mojego pokolenia, które dorastały na przedmieściach, ja również słyszałem przerażające historie o zamieszkach w Detroit, o których nieraz słyszałem, że nazywają je „dżunglą”.

Chociaż moi rodzice i ich kohorty dorastali, nigdy nie wrócili, aby odwiedzić ulice, na których chodzili do szkoły lub jeździli tramwajem na zakupy w flagowym domu towarowym Hudson.

Kilka razy jeździliśmy do centrum miasta, żeby zobaczyć przedstawienie, mecz baseballowy lub wystawę sztuki, mój ojciec zawsze upewniał się, że zamyka wszystkie drzwi samochodu, a kiedy schodziliśmy z autostrady, czasami włączał czerwone światła, aby uniknąć zatrzymywania się. . Za każdym razem, gdy przejeżdżaliśmy pod mostem, kuliłem się, bojąc się, że ktoś zrzuci ciężki kamień na dach naszego samochodu.

Wszystko to wydarzyło się ponad 20 lat temu, ale nawet w ostatnich latach byłem na spotkaniach rodzinnych, na których słyszałem, jak rodzice i dziadkowie z przedmieścia o dobrych intencjach karcili swoje dzieci za śmiałość wychwalania miasta. „Detroit”, wzdychają i przewracają oczami.

Nie jest przyjemnie się z tym wyznawać, ale trzeba się z nimi zmierzyć i spróbować zrozumieć. Ponieważ jeśli jest jakakolwiek nadzieja na prawdziwy powrót do Motor City, będzie musiała zaangażować ludzi mieszkających tuż za jego granicami, tych, którzy na pytanie, skąd pochodzą, zatrzymają się trochę, zanim odpowiedzą: „Detroit . Cóż, nie do końca Detroit, ale… ”


Obejrzyj wideo: Miedziaki. Colson Whitehead. Audiobook PL