Wylądował w nieznanym zakątku Francji

Wylądował w nieznanym zakątku Francji

… Rodzaj pamięci, która nam mówi
że to, do czego teraz dążymy, było kiedyś
bliżej, prawdziwej i przywiązanej do nas
z nieskończoną czułością. Tutaj wszystko jest odległością
tam był oddech. Po pierwszym domu
drugi wydaje się przeciągnięty
I o dziwnej płci.
- z „Duino Elegies” Rainer Maria Rilke

W tym tygodniu mieliśmy w Perche trzy dni śniegu. Nachylona perspektywa wzgórz za i przed domem była pokryta białym kocem, a każde pole graniczyło z ciemnym zaroślą, ogrodzeniem z drutu kolczastego, stodołą lub nisko położoną farmą. Wybraliśmy się na dwugodzinny spacer pustymi drogami pokrytymi kurzem na biało, gdy gromadził się proszek, stając się duchami w wirującej mgle, aż droga, pola i spacerowicze były jednym.

Perche to stosunkowo nieznany obszar Francji, kilkadziesiąt mil od Chartres, ograniczony przez Normandię, Maine i Beauce, gdzie Francuzi uprawiają swoją pszenicę. Hrabstwo w średniowieczu, dziś jest częścią 4 różnych départements. Ponieważ nie ma oficjalnej tożsamości administracyjnej (nie możesz być wyborcą z Perche) i ponieważ nie ma wystarczającej renomy Doliny Loary lub Chartres, aby znaleźć się w większości książek turystycznych, pozostał nienaruszony i chroniony od dużego napływu wszystkich turystów, którzy przyjeżdżają z wizytą.

Ten względny brak tożsamości spowodował jednak silne poczucie ostry Percheronne, czego, chociaż jestem w tej okolicy od prawie dwóch dekad, do niedawna nie do końca rozumiałem. Moje przywiązanie do Perche stopniowo rosło. Kiedy przed laty przyjechałem do Francji, nie byłem frankofilem - nie byłem nawet uzależniony od Paryża. Byłem po prostu głodny i zaciekawiony, skoczyłem z klifu, nie wiedząc o tym, i spadałem swobodnie. Po spędzeniu pewnej ilości czasu na zarządzaniu swobodnym spadaniem upadłem na ziemię i nadal byłem we Francji, a dokładniej w Paryżu lub w jego pobliżu, i zajmowałem się poważnymi sprawami życia, takimi jak dzieci i mężowie oraz zarabianie na życie.

Chociaż kochałem Paryż, wszelkie głębokie przywiązanie do miejsca zostało w tyle, bez żalu. Zasmakowałbym tego, kiedy wracałem na Wschodnie Wybrzeże, jeżdżąc dla przyjemności drogami, mijając pokryte gontem drewniane domy, przez tunele w oszałamiających jesiennych kolorach lub nurkując w jeziorach Vermont.

Rano, gdy deszcz paruje w chłodnym powietrzu, mgła wisi nisko i ciężko, kapiąc na pajęczyny i tłumiąc kolory.

Podobnie jak w przypadku wielu innych rzeczy w życiu, znaczenie zakupu domu w pobliżu jednej ze stolic Perche, Nogent le Rotrou, stało się jasne dopiero z perspektywy czasu. Na początku był tylko strach. Ten ponury kamienny dom, niekończące się niedokończone stodoły i starzejący się sad jabłoniowy miały być tylko moje. Podejmowałabym decyzje samotnie i przychodziłam tu sama z dziećmi, bo teraz się rozwiodłam. Pierwsza zima była mroźna i błotnista. Kominek dymił, a kiedy próbowaliśmy ogrzać dom, na podłogach spływał pot jak ktoś z bardzo wysoką gorączką, bo żółte kafelki układano bezpośrednio na ziemi. Było przeciągi i ciemno, a drzwi przeciekały, pozostawiając kałuże na podłodze, gdy wiał deszcz z zachodu, co zdarzało się często.

Ale to była jego chwała. Chociaż malutki dom z ogromnymi stodołami i niezagospodarowaną ziemią (każda z jabłoni zmarła w ciągu pierwszego roku) nadawał się do zamieszkania (hydraulika i prąd działały, dach był dobry), było wszystko do zrobienia i nie było pieniędzy na zrób to z. Z tego powodu czas i pragnienie zwalniały i często pozostawiały swoje miejsce marzeniom. Remont nie odbył się z pstryknięciem palca architekta, ponieważ architekt nie był zaangażowany. Wiele zmian zależało od pieniędzy odłożonych na dodatkowy miesiąc pensji na Boże Narodzenie, po jednych nowych drzwiach na naukę układania płytek oraz od weekendów spędzonych na pokrywaniu ścian w kolorze ochry i czarnych belek dziesiątkami galonów białej farby.

Więc transformacja była strasznie stopniowa, jak starzenie się w odwrotnej kolejności. Rezultat jest strasznie osobisty, z otworami, które kiedyś były drzwiami do stodoły i książkami wyściełającymi zamknięte przejścia, schodami i oknami o dziwnych rozmiarach w dziwnych miejscach i zimnymi plamami, w których izolacja nie została wymieniona. Dom pozostaje mały, a stodoły olbrzymie w porównaniu, o wiele za duże na wszystko, poza marzeniami i sporadycznymi remontami.

I tak niepostrzeżenie wrosłem w dom, a potem podniosłem głowę i zwróciłem się ku ziemi. Muszę powiedzieć, że ostrożnie, bo wolę wodę. Pusty sad za domem był żyznym zielonym płótnem czekającym na wypełnienie. Za nim rozciągały się wzgórza i mozaika pól. Jazda przez ten obszar była grą w chowanego, odkrywaniem kolejnych nieoczekiwanych przestrzeni - kamiennych gospodarstw w pobliżu La Ferté Bernard, opactwa w Thiron i manuary w Bellême.

Ale nie musiałem iść tak daleko. Rano, gdy deszcz paruje w chłodnym powietrzu, mgła wisi nisko i ciężko, kapiąc na pajęczyny i tłumiąc kolory. Jeśli chcesz, możesz być tutaj sam i nie przeszkadzać. Możesz przeciąć pole w kierunku kościoła w Argenvilliers, następnie zrobić pętlę, minąć konie w Chateau d'Oursières i farmę świń, skręcić w prawo przy dużym krzyżu przydrożnym, a następnie kontynuować w kierunku najwyższego punktu w okolicy i nigdy nie spotkaj duszy. Możesz zabrać rower o zachodzie słońca na wyczerpujące przejażdżki w górę i ekscytujące zjazdy do Vichères, Authon lub Rougemont, robiąc większe koła, z domem pośrodku.

A ponieważ nie ma żadnych wymagań, ponieważ również ma niejednoznaczną tożsamość, za każdym razem idziesz dalej, odkrywasz, po cichu żądasz ponownego umieszczenia, a następnie wracasz do maleńkiego domku z ciemnymi oknami jak oswojony gołąb pocztowy.


Obejrzyj wideo: Witt o problemie islamu we Francji: Kraj nic nie robi, żeby rozwiązać problem. Nie ma pomysłu