Rytuał przejścia dla ekspatów w Gwatemali

Rytuał przejścia dla ekspatów w Gwatemali

"Stary, znowu się włamałem."

Około tydzień wcześniej Eric - nowy emigrant, muzyk na pół etatu i dystrybutor meskalu - został okradziony: gitara, laptop, perkusja i tak dalej. Właściciel zaostrzył zabezpieczenia w okolicy, ale Eric i tak się przeprowadzał. Po prostu zrobił to trochę za wolno.

Zwykle przemyka obok na swoim maleńkim motocyklu.

„Czy dostali twój rower?”

„Nie, ale znaleźli moje zapasowe klucze”.

Antigua, miasto składające się z około sześciu bloków kwadratowych, jest tak samo bezpieczne, jak w Gwatemali, więc informacja o kradzieży Twojego samochodu lub roweru jest trochę szokująca. Eric jest ofensywnym liniowym faceta, ale autentycznie przyjacielskim zza okularów przeciwsłonecznych, które nieustannie nosi, unosząc je do czoła, kiedy do ciebie mówi

„Podoba mi się tutaj” - mówi mi. „Ale Gwatemala… a nawet moi przyjaciele z Gwatemali… to tak, jakby mnie nienawidzili”.

Mówiłem takie rzeczy o Koreańczykach za to, że ustawili się w kolejce, Turkach za wpadanie na mnie na zatłoczonych chodnikach, Palestyńczykach za to, że byli zdecydowanie przyjaźni i nie pozwalali mi odejść, Rosjanach za okresowe eksmisje, Luizjanach i Teksańczykach za to, że byli tak konserwatywni i naładowani bronią. W pewnym momencie powiedziałem też coś podobnego o Gwatemalczykach.

„To tylko rzeczy” - przypominam mu i dodaję historię o tym, jak zostałem okradziony, kiedy po raz pierwszy przeprowadziłem się do Memphis. „To zdarza się wszędzie”.

* * *

Po raz pierwszy przeniosłem się do Gwatemali na początku pory deszczowej (maj) w 2008 roku. Po przyjęciu pracy z niewielkimi badaniami wykraczającymi poza „Gwatemala brzmi niecodziennie”, ostatecznie mieszkałem w Gwatemali przez osiem miesięcy. Dopóki nie wyjeżdżałem autobusem z Meksyku, nie wiedziałem, że „Guate” jest corocznie umieszczane w pierwszej dziesiątce najbardziej niebezpiecznych miast na świecie. Według najnowszych postów ambasady USA dotyczących całego kraju, „od stycznia do września 2012 r. W Gwatemali odnotowano średnio 95 morderstw tygodniowo”, a „wielu podróżnych doświadczyło porwań samochodów i napadów z bronią w ręku po przylocie na międzynarodowe loty ”.

Gdybym przeprowadził badania, być może nigdy nie przyjąłbym tej pracy. Teraz mieszkam w Gwatemali po raz trzeci.

Leżeliśmy twarzą w ziemi. Jeden złodziej trzymał nad nami broń, a drugi opróżniał nasze kieszenie.

Mniej więcej dla tych z nas, którzy mieszkali w Guate, nie była to kwestia Jeśli ale kiedy. Nikomu nie udało się uniknąć nieuniknionego zatoru. Lawrence zatrzymał obok niego samochód z uzbrojonym pasażerem, który chciał mieć telefon komórkowy, z którym rozmawiał. Bryant i Hergil jedli jedzenie na wynos w ciężarówce zaparkowanej przed restauracją, kiedy przez okno wpadła broń. Gwatemalską dziewczynę Joe'go tak często okradano podczas dojazdów do swojego autobusu z kurczakami, że w końcu kupił jej samochód.

Spędziłem osiem miesięcy w wielkim złym mieście. Właściwie byłbym z tego trochę zadowolony. Czułem się, jakbym był mieszkańcem miasta na emigracji, nie płacąc swoich składek. Regularnie korzystałem nawet z autobusów dla kurczaków (101 kursujących z mojego domu na główny plac miasta - nigdy po zmroku), które są rutynowo zatrzymywane przez gangi żądające podatków za przekraczanie ich terytorium; czasami ginie kierowca autobusu. Mimo to wyszedłem bez szwanku.

Kiedy wróciłem do Gwatemali, zrobiłem to jako wolontariusz z organizacji pozarządowej, pracując w małej wiosce, w której praktycznie nie ma przestępstw. Byłem nauczycielem w miejscowej szkole i mój spacer do pracy zawsze był upstrzony zdrową mieszanką „Buenos dias”, fal i dzieci wołających „Hola, Jonathon” z drzew, kiedy powinny być w szkole. Było tak bezpieczne, jak każde małe miasteczko, w którym kiedykolwiek byłam.

Pełniłem funkcję recepcjonistki w miejscowym hotelu - Earth Lodge - i właśnie zacząłem oprowadzać gości po szlakach, które miejscowi rolnicy uprawiali kwiaty (główny przemysł) i pola warzywne. Rodzina, którą prowadziłem w momencie zdarzenia, składała się z mamy i taty oraz ich czteroletniego syna. Był też inny gość - kobieta po trzydziestce - i moja żona, Emma.

Nasza wędrówka była potwornie długa, ponieważ mały chłopiec nie był na to gotowy, a to dało banditos czas krążyć przed nami. Emma i kobieta szły z powrotem, gdy zza rogu rozległ się chwiejny telefon - po prostu „Jonathon”. Oboje podnieśli ręce. Szło za nimi dwóch mężczyzn, obaj w ciemnych bandanach zakrywających dolną połowę twarzy i dwoma wystrzępionymi karabinami wycelowanymi w nas.

Leżeliśmy twarzą w ziemi. Jeden złodziej trzymał nad nami broń, a drugi opróżniał nasze kieszenie. Wszyscy (łącznie ze złodziejami) byliśmy strasznie wstrząśnięci reakcją małego chłopca, który po kilku minutach odszyfrował, co się dzieje. Wybuchł w niekończącej się plucie łzawych zawodzeń, które sprawiły, że wszyscy chcieliśmy, aby to się skończyło tak szybko, jak to możliwe. I tak się stało.

Niecałe dziesięć minut od początku do końca mężczyźni zniknęli pod drzewami. Otarliśmy się, a między wszystkimi pojawiły się oszołomione spojrzenia. „Dlaczego oni to zrobili?” mały chłopiec wrzeszczał w kółko i ruszyliśmy nowym, przyspieszonym krokiem, aż dotarliśmy do hotelu.

Moi podopieczni byli po prostu kolejną grupą turystów z niefortunną historią, ale Emma i ja w pewnym sensie już od lat czekaliśmy na swoją kolej.

* * *

Pojawiają się oczywiste pytania: dlaczego to robię? Po co wracać do kraju, który czasami może być absolutnie przerażający? Dlaczego my wszyscy - ekspaci z całego świata - nie mielibyśmy spakować naszych rzeczy i ruszyć dalej, lizać te porozrzucane rany w miejscach o mniejszym prawdopodobieństwie ponownego okradzenia? Jaki jest sens?

Przez wiele miesięcy po moim napięciu unikałem tych szlaków, ale w końcu wróciłem.

Po raz pierwszy przyjechałem tu po nowe doświadczenie. Wróciłem ze względu na przyjaciół, których poznałem i, podobnie jak wielu innych, byłem wolontariuszem, pomagając tym, którzy nie mają broni, którzy nie mordowali ani nie rabowali, którzy chcieli życia, które być może zostawiłem w rozwiniętym świecie. Potem wróciłem po raz trzeci, ponieważ czułem się jak w domu i tęskniłem za tym.

Nie możemy wybrać miejsc, które do nas przemawiają, stylów życia, które będą się toczyć komfortowo, nawet jeśli są one obarczone jakimś niebezpieczeństwem. A jeśli naprawdę wsłuchamy się w nasze wewnętrzne głosy, nie możemy wybrać tych, które tego nie robią - hipoteka i płot w bezpiecznej, małej społeczności za rogiem mojego domu z dzieciństwa nigdy nie przemówiły do ​​mnie.

Nie dotyczy to też Erica, który zaledwie tydzień wcześniej powiedział mi, że jest „długoterminowym”. Z pewnością nie chcę być zatrzymywany na muszce, ale też mnie to nie odstrasza. Przez miesiące po moim napięciu unikałem tych szlaków, ale w końcu wróciłem. Walczyłem, tak jak teraz Eric, z tendencją do obwiniania kraju, kultury, ludzi wokół mnie za to, co się wydarzyło.

Niemal dla każdego emigranta w pewnym momencie zdarza się, że wszystko poszło nie tak, kiedy kiedyś zabawnie obrzydliwe rzeczy - plucie na chodniki, publiczne bekanie, nadmiar szpilek - doprowadzają cię do szaleństwa. Ale upierasz się tam, gdzie jesteś. To jest rytuał przejścia na życie mniej zwyczajne. Podobnie jak ludzie w domu, przywiązani do kredytów hipotecznych i kariery zawodowej, musimy akceptować życie takie, jakie nadchodzi i żyć nim.

Czasami potrzebujemy trochę pomocy, aby o tym pamiętać. Następnym razem, gdy zobaczyłem Erica, czuje się dobrze, z tymi charakterystycznymi okularami przeciwsłonecznymi na czubku głowy, z uśmiechem, gdy obdarzył mnie typowym Gwatemalczykiem. hombres powitanie: piąta strona i uderzenie kostki.


Obejrzyj wideo: How to address people in Poland? Easy Polish 129