Jak niezręczne zdjęcia zwierzaków zbliżyły moją rodzinę

Jak niezręczne zdjęcia zwierzaków zbliżyły moją rodzinę


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Byłem w domu trzy razy od czasu przeprowadzki za granicę pięć lat temu. Pierwsze dwa razy były na wesela, ale w styczniu mama miała lęk zdrowotny, a kilka dni później byłem w samolocie lecącym z Niemiec do Karoliny Północnej. To poczucie „nieobecności w potrzebie” jest niewątpliwie jedną z wad życia ekspatriantów. Na szczęście testy w szpitalu dały wynik negatywny i zanim przyjechałem, wróciła do zdrowia.

Przez kilka następnych dni spacerowaliśmy z mamą. Codziennie gotowała swoje wnętrzności. Pewnego dnia podczas lunchu dyskutowaliśmy o moim postanowieniu noworocznym, by napisać w tym roku trzy książki. Wtedy mama zaproponowała, żebym umieściła psy na okładce niedawno ukończonej książki, przewodnika turystycznego poświęconego imprezowaniu w Düsseldorfie. Zasugerowała psom, bo napisałem to pod pseudonimem „Przewodniki dla zwierząt na przyjęciach”. Cały tydzień szukałem w internecie zdjęć na okładkę, ale nic, co znalazłem, nie wydawało się właściwe.

Postanowiłem więc przyjąć ofertę mamy jako znak.

- Jezu, Olive - powiedziała mama do chihuahua. „Wyglądasz jak dziwka”.

Mały biały piesek uniósł przednią łapę i zadrżał. Miała na sobie sznur zielonych koralików, z rodzaju tych, które rzuca się studentkom topless na Mardi Gras. Oczywiście ta dziwna uwaga dotyczyła makijażu, który nałożyła na nią mama: różowo-czerwonych policzków i mocno podkreślonych ołówkiem brwi, które wyglądały na nałożone na samochód, być może pickupa, toczącego się po starej polnej drodze.

Josie, terier bostoński mojej matki, była ubrana bardziej konserwatywnie, miała na sobie turkusowy jedwabny krawat, luźno zawiązany na szyi.

Zdjęcie: Autor

Sesja zdjęciowa odbyła się na stole w jadalni. Położyliśmy biały obrus na pudełku, położyliśmy talerz niemieckich bratwurstów z chlebem, butelkę Becka, krótki kufel cynowy i kilka ciasteczek, które obok psów wyglądały jak zwykłe filiżanki do kawy. Przysięgałbyś, że jesteś w niemieckiej restauracji przez wizjer. Kiełbasy nie były prawdziwymi niemieckimi kiełbasami, ale włoskimi kiełbasami, które od jakiegoś czasu leżały w lodówce.

„Są trochę oślizgłe” - powiedziała mama. „I tak zamierzałem je wyrzucić”.

Podnieśliśmy psy i ustawiliśmy je na przyjęciu. Zdecydowaliśmy się zrobić zdjęcia na stole w jadalni, ponieważ oświetlenie było dobre. Jednak ponieważ nigdy nie były w Where The Humans Chow Down, psy wyglądały na bardzo zaniepokojone. Drżały, z uszami założył z powrotem na głowy. Mój ojciec użył piszczałki (wysoki dźwięk sprawia, że ​​ich uszy ożywiają się) i ostatecznie zgodzili się, że nie planowaliśmy ich jeść.

Zrobienie odpowiedniego zdjęcia wymagało podniesienia uszu psów. W przeciwnym razie po prostu wyglądali na smutnych. Osiągnięcie tego wymagało koordynacji i precyzyjnego wyczucia czasu między fotografem a operatorem piszczałki. Uszy psa unosiły się i opadały w bezpośredniej korelacji z dźwiękiem piszczałki, więc fotograf musiał wykonać zdjęcie dokładnie wtedy, gdy piszczałka osiągnęła szczyt. Mama jest przyzwoitym fotografem, ale czas otwarcia migawki potrzebny do uchwycenia tej chwili był taki sam, jak przy fotografowaniu pędzących pocisków.

Doradzałem, ale nic nie wiem o fotografii, a to, co zasugerowałem, brzmiało dość kiepsko.

„Spróbuj pod innym kątem” - powiedziałem jej. „Stań na krześle”. Po 30 zdjęciach zacząłem kwestionować jej możliwości. Ale na zdjęciach czegoś brakowało, pewnej… magii, z braku lepszego słowa, którego po prostu nie było. „Niech wygląda na to, że dobrze się bawią” - powiedziałam mamie.

Podała mi aparat. - Tutaj - powiedziała. „Ogłusz się.”

Boston terrier radził sobie dobrze, ale Olive była kompletną imprezowiczką. Próba sfotografowania drżącego chihuahua wystarczy, abyś wyrwał sobie włosy: po prostu pozostaje ci biała, nieostra plama wpatrująca się w ciebie ciemnymi żałosnymi oczami, osadzonymi pod łukami dzikich, szokujących brwi.

Wyglądała, jakby należała do kartonika mleka.

Skończyliśmy sesję przed obiadem, a mama pokroiła kawałki kiełbasy, aby dać psom jako wynagrodzenie.

Nie trzeba dodawać, że jeśli chodzi o użyteczne zdjęcie na okładkę, sesja zakończyła się całkowitą porażką. Jednak godziny, które spędziliśmy na próbach osiągnięcia tego celu, nie były całkowitą stratą. Naturalnie byłem sfrustrowany, ale kiedy już to przeszedłem, poczułem wielką wdzięczność za spędzenie popołudnia z rodzicami.

Nigdy nie byłem typem głupich zakończeń, ale może musiałem przeprowadzić się za granicę, aby naprawdę docenić każdą chwilę, którą z nimi spędzam. I co z tego, że sesja zdjęciowa zakończyła się niepowodzeniem. Co ważne, zawiedliśmy razem jako rodzina. Przypuszczam, że to jedna z tych lekcji, które przychodzą wraz z dojrzałością: mniejsze rzeczy wypadają z ramy. Rzeczy, które naprawdę mają znaczenie, zaczynają się bardziej skupiać.

Mówią, że nie możesz wrócić do domu, ale w takich chwilach nie mogę sobie wyobrazić, gdzie wolałbym być.


Obejrzyj wideo: Pies codziennie stał przed domem dziecka. Nie uwierzycie dlaczego!


Uwagi:

  1. Cenwalh

    To bardzo cenny kawałek

  2. Bradd

    Spróbujmy być rozsądni.



Napisać wiadomość