Jak moskiewskie metro odpowiada życiu narodu

Jak moskiewskie metro odpowiada życiu narodu

Mój aparat spoczywał na statywie, skupiony na mozaice nad podstawą schodów ruchomych. Inkrustowany czerwony, żółty, szary i niebieski marmur wyglądał jak młot i sierp Picassa, a fragmenty tego niegdyś przerażającego symbolu rosyjskiego komunizmu łączą się tylko wtedy, gdy zamazałem wzrok. Mój palec był na przycisku migawki, ale gdy zacząłem naciskać, wizjer stał się czarny.

Spodziewając się rozładowanej baterii, podniosłem oczy i zauważyłem, że soczewka jest zasłonięta ręką wystającą z rękawa szorstkiego, oliwkowoszarego munduru, wciąż tak popularnego wśród wschodnioeuropejskich sił policyjnych.

Zapreshyono!”Milicjant powiedział w lingua franca sowieckiej - teraz rosyjskiej - oficjalności: Zakazane.

Był młody, chudy i mały i chociaż karabin szturmowy zwisający z jego szyi wyglądał groźnie, nie był obdarzony wrodzonym brakiem poczucia humoru, który charakteryzuje większość umundurowanych Rosjan. Zmarszczył brwi i wystawił pierś, ale kiedy mówił, kąciki jego ust lekko się uniosły.

„Czy jesteś szpiegiem?” on zapytał.

„Tak, polski szpieg” - odpowiedziałem, ale on wiedział, że żartuję.

„Czy jesteś terrorystą?”

„Gorzej” - powiedziałem - „Jestem amerykańskim pisarzem”.

„Cóż, nie możesz robić zdjęć”. Z powrotem zakołysał się na piętach i skinął głową z naciskiem.

"Czemu?" Zapytałam.

„Ponieważ jest to zabronione”.

Staliśmy na stacji Marksistskaya, w miejscu, które można określić jako podmiejską Moskwę. Marksistskaya jest daleko od władzy Kremla, turystów z Placu Czerwonego i blasku nowych, lśniących centrów handlowych stolicy; jest daleko od korpusu dyplomatycznego, z dala od stacji kolejowych i luksusowych hoteli, z dala od bogactw Rosyjskiego Banku Państwowego. Z wyjątkiem pastiszu rockowego, który próbowałem sfotografować, Marksistskaya nie wyróżnia się. To Mayberry i rozmawiałem ze słowiańskim Barneyem Fife.

„Ale to sztuka!” Zaprotestowałem, wskazując na radziecki znak firmowy na jego ramieniu.

Odwrócił się, spojrzał i powiedział: „Och!” jakby nigdy wcześniej tego nie widział (jest całkiem możliwe, że tego nie widział). - W takim razie zrób zdjęcie - powiedział i wznowił patrol.

* * *

Gdyby twórcy Moskiewskiej Metropolitalnej Kolei Metra poszukiwali jedynie wydajnego transportu, transport naziemny byłby tanim i łatwym sposobem poruszania się po prawie pustych drogach Moskwy lat trzydziestych. Ale potrzeby państwa wykraczały poza zwykły ruch jego obywateli; bezprecedensowa głębokość (najgłębsza sekcja ma 276 stóp / 84 m) stacji metra zapewniłaby schrony przeciwbombowe w czasie wojny, a samo bogactwo witraży, złoconych kapiteli, mozaik i ceramicznych murali stanowiłoby potężne narzędzie propagandowe .

Przynajmniej miałoby to miejsce prawie 80 lat temu, kiedy przetoczyły się pierwsze pociągi. Liczba tych, którzy pamiętają czasy, kiedy nie było metra, zmalała prawie do zera; kolejne pokolenia nauczyły się traktować tę stałą i niezawodną podstawę życia w rosyjskiej stolicy za coś oczywistego. Ta zmiana w postawach nie jest niczym niezwykłym. Fascynujące jest to, jak blisko Metro przypomina życie w stolicy Rosji; to jest transport publiczny jako metafora.

Stworzenie Metro to świetna historia. Był to wysiłek o największej trudności, poświęcenie, a przede wszystkim koszt. Tylko w 1934 roku na metro wydano 350 milionów rubli. Dla perspektywy, tylko 300 milionów rubli wydano na dobra konsumpcyjne dla Cały Związek Radziecki podczas pierwszego planu pięcioletniego. To był stały kawałek z tym, co działo się w 11 strefach czasowych kraju. Super projekty, takie jak stalowe miasto Magnitogorsk, kołchoz gigant i metropolita moskiewski, były nie mniej niż wyczynami optymizmu największego pokolenia Związku Radzieckiego. John Scott, Amerykanin, który opisywał budowę Magnitogorsk, wspominał nadzieję i optymizm jako wspólne cnoty ludzi pracujących w niebezpiecznych warunkach przy budowie tego miasta. W większości byli to więźniowie.

Należy przypomnieć, że chłopi i robotnicy, którzy stanowili pierwsze pokolenie Sowietów - i prawie każdy obraz w metrze - pokładali swoje nadzieje poza zwykłą produktywną pracą i godnym miejscem do życia. Powszechne były niedobory żywności i towarów konsumpcyjnych, częste były wypadki przy pracy i zgony. Być może używali stali, betonu, zaprawy murarskiej i cegły, ale ich wiara nie polegała na budowaniu fabryk, mieszkań czy transporcie publicznym. Zachód już to miał. Rosja od dawna jest miejscem słynącym z religii; Moskwa była kiedyś znana jako trzeci Rzym. Władze radzieckie zasadniczo skierowały tę religijną energię w nowym kierunku. Pokolenie, które uprzemysłowiło się z dnia na dzień, a następnie wygrało najgorszą wojnę wszechczasów, budowało raj na Ziemi, Walhallę, którą nazwali komunizmem. Metro zapewniło im swoje świątynie.

Św. Piotr i inni chrześcijanie jego czasów sądzili, że pochwycenie nastąpi za ich życia. Mylili się, ale ich wiara miała wiele do zaoferowania - zbawienie, życie wieczne - a chrześcijaństwo okazało się mieć niesamowitą siłę przetrwania. Podobnie, pierwsi Sowieci wierzyli, że doczekają końca rządów i kapitału oraz nadejścia komunizmu. Jednak w następnych planach pięcioletnich, wojnach i klęskach głodu, obietnica leżąca tuż za rogiem zaczęła przypominać bardziej okrąg, nieskończoną krzywą. Następca Stalina, Chruszczow, sam był prawdziwym wyznawcą, ale mimo to widział potrzebę złagodzenia odwiecznych wyrzeczeń swojego kraju. Mniej wydawał i budował prościej.

W metrze ta zmiana jest wyraźnie widoczna w przytulnych stacjach, które budował w dużych ilościach pod koniec lat pięćdziesiątych i wczesnych sześćdziesiątych, takich jak Bagrationovskaya (1961) czy Prospekt Vernadskogo (1963). Dodały niewiele estetycznie, ale pomogły wielu ludziom w poruszaniu się po stolicy. Byli też milczącym przyznaniem się, że marzenie o obfitości nie nadejdzie, a sowieccy uczniowie stali się czymś zupełnie innym. Związek Radziecki będzie kuśtykał z rozmachem, który Stalin wytworzył jeszcze przez kilka dziesięcioleci. Państwo byłoby rządzone aparatczycy a wszystkie te małe świątynie byłyby lennem. Nadal istnieją.

Zejście po długich schodach ruchomych (jazda może trwać nawet 3 minuty, a schody poruszają się 3 stopy / sekundę; należą do najszybszych na świecie) to jedna z największych przyjemności korzystania z metra. To ludzie obserwujący w najlepszym wydaniu. W przeciwieństwie na przykład na lotniskach, gdzie ludzie siedzą lub powoli przechodzą obok, w metrze ludzie są ustawieni w linii prostej na rzeczywistym przenośniku taśmowym, aby ułatwić ich oglądanie. Ponieważ pasażerowie mają dużo czasu, niektórzy kontynuują czytanie, inni patrzą prosto w górę, mając nadzieję na zawroty głowy, a kilka par zwykle można zobaczyć, jak się całuje. Reszta z nas uważnie wpatruje się w dwa niedziałające schody ruchome - i zawsze, niezależnie od natężenia ruchu, są dwa niedziałające schody ruchome - na gęstą grupę ludzi poruszających się w przeciwnym kierunku, udając, że nie patrzą na nic.

Gdyby Orfeusz był Rosjaninem, a nie Grekiem, prawie na pewno pojechałby schodami ruchomymi do podziemnego świata. Na drodze na dół powinien być znak: „Teraz opuszczam Moskwę. Bezpiecznej podróży." Mimo całego swojego piękna i uroku Metro jest przecież zasypane. Może być duszno, a oświetlenie nie jest najlepsze. Pasażerowie są gośćmi wpadającymi do tego podziemnego świata tylko po to, by zmaterializować się kilka minut później w innej części miasta. Mogą cieszyć się świeżym powietrzem, nawet przy arktycznej bryzie i okazjonalnym słońcu.

Z drugiej strony pracownik Metra spędza jedną trzecią dnia pod ziemią. Choć widzę ludzi, którzy to obserwują, jestem pewien, że traci swój blask dla kobiet siedzących w kabinach na dole schodów ruchomych po przejściu pierwszych dziesięciu milionów ludzi (czyli po około tygodniu). Być może przyczyną tego jest brak światła dziennego lub poczucie fizycznego oddzielenia od reszty miasta, ale nie popełnijcie błędu, pracownicy stacji i milicjanci pracujący w metrze rządzą swoimi dominiami, egzekwując zasady według własnego uznania. Związek Radziecki może zniknął, ale radziecki biurokrata pozostał.

* * *

Zapreshyono!- wrzasnęła tęga kobieta, człapiąc w moją stronę, przechodząc pod mozaikami w ich fałszywych kopułach na Majakowskiej. Było to arcydzieło słynnego rzeźbiarza Deineki, który zaprojektował mozaiki sufitowe. Była to stacja wybrana na obchody 24. rocznicy rewolucji październikowej w 1941 r., Sceny malowanej i reprodukowanej w całym ZSRR. Dzięki mozaikom, kolumnom z czerwonego marmuru i żebrom ze stali nierdzewnej Majakowskaja jest popularna wśród turystów. Z pewnością tutaj fotografia nie byłaby utrudniona.

"Co?" Zapytałam. „Nie mogę robić zdjęć?”

„Tak, ale nie możesz użyć statywu” - powiedziała stanowczo. Przypomniało mi się o tych japońskich żołnierzach, którzy utknęli na małych wyspach Pacyfiku, którzy nigdy się nie dowiedzieli, że wojna się skończyła.

"Czemu?" Zapytałem z niedowierzaniem.

„Przeszkadza innym pasażerom”.

Inni pasażerowie też przeszkadzali, więc odwiedzając wszystkie 188 stacji moskiewskiego metra, zwykle planowałem wizyty poza godzinami szczytu. Była 10.30 w niedzielę wieczorem i byliśmy jedynymi osobami na stacji.

„Ale tu nikogo nie ma!” Powiedziałem.

"To jest zabronione." Nie można było jej przekonać inaczej. Należało zastosować inną taktykę.

Wsiadłem do następnego pociągu, wysiadłem na następnej stacji i wskoczyłem do innego pociągu jadącego z powrotem do Majakowskiej. Kiedy przybyłem, stanąłem za jednym z hojnie porcjowanych słupków podczas ustawiania sprzętu. Kiedy wszystko było w porządku, przeszedłem na środek stacji i zacząłem robić zdjęcia. W chwili, gdy mnie zobaczyła, pani stacji natychmiast wrzasnęła:Nyet, Zapreshyono! ” Musiałem podziwiać jej wytrwałość. Po prostu na Majakowskiej nie będzie żadnych nadużyć statywów, nie na jej zegarku. Chociaż byliśmy na przeciwnych końcach stacji, przesunęła się w moją stronę, machając rękami, jakby chciała zablokować łódkę. Ale stacja była długa, kobieta wolna, a pociąg często kursował. Zamknąłem się, gdy ryknął następny pociąg, po czym spokojnie podniosłem sprzęt i wszedłem do wagonu na znajomą wiadomość od konduktora: „Uwaga, drzwi się zamykają”.

Czasami zderzają się instytucjonalizm i stara, dobra nostalgia. Usiadłem obok mężczyzny w Nowokuznieckej, który wyglądał, jakby był członkiem ekipy budowlanej stacji. Jego wygięte ciało spoczywało na lasce i najwyraźniej nie spieszył się, aby się nigdzie dostać. Zbudowana w 1943 roku Nowokuznieckaja jest czymś, co można nazwać tylko stacją wojenną. Przez całą długość stacji biegnie płaskorzeźbiony fryz przedstawiający radzieckich wojowników, a sufit pokrywają malowidła ścienne przedstawiające robotników, żołnierzy, marynarzy i dziewczęta z farmy. Mozaika przedstawiająca dwóch narciarzy machających futurystycznym pociągiem, cały niebieski z czerwoną gwiazdą na nosie, zwróciła moją uwagę, więc rozstawiłem statyw. Kiedy wyprodukowałem aparat, stary pan zaprotestował: „Nie możesz robić zdjęć”.

Po spotkaniu w Marksistskaya i mimo wypadku ze statywem byłem pewien, że dam radę.

"Tak, mogę."

Zapreshyono!" powiedział.

"To nie prawda. Zrobiłem zdjęcia w Marksistskaya i tamtejszy milicjant powiedział, że wszystko w porządku ”.

Zapreshyono!- powiedział ponownie i zaczął się podnosić. Instynktownie pomogłem mu wstać, tylko po to, żeby stanął przed moim aparatem i mocno postawił stopy.

„Gdzie jest twój mundur?” Zapytałam.

Zapreshyono!- powiedział definitywnie.

Po spotkaniu z tym starym człowiekiem miałem czas pomyśleć o tym, co tam robił. Mógł na kogoś czekać, a może pracował na tej stacji i przyszedł podziwiać swoje dzieło, a może przypomnieć sobie lepsze czasy. Albo, co gorsza, mógł używać metra jako bezpiecznego i niedrogiego miejsca do przebywania wśród ludzi, ponieważ stanowi ono bolesny paradoks w rosyjskiej stolicy. Dziennikarz David Remnick zwrócił uwagę, że podczas gdy Związek Radziecki był biedny, wszyscy byli tak samo. W każdym razie mniej więcej. Weterani wojenni nie żebrali, staruszki nie zbierały butelek po piwie do depozytów zwrotnych, a dzieci nie grały na skrzypcach za drobne. Wszystkie stereotypy kapitalistów, których obawiali się wczesni Sowieci, urzeczywistniły się we współczesnej Moskwie, znalezionej w labiryncie metropolity moskiewskiego.

Poprzez perypetie metra ściśle zrównuje się z życiem narodu. Stacje Stalina były imponujące, a nawet niesamowite, ale zbudowane przez terror. Chruszczowa były oszczędne, ale bezpieczne. Breżniew nadzorował okres wysokich płac, na który robotnicy nie mieli nic do wydania. Jego stacje są drogie, ale w większości bezcelowe. Do lat dziewięćdziesiątych stacje były eklektyczne, naród usiłował ponownie znaleźć swoje oparcie. Pieniądze z ropy naftowej w 2000 roku doprowadziły do ​​powstania efektownych wnętrz stacji pasujących do blichtru nowoczesnych moskiewskich drapaczy chmur ze szkła i stali.

Jednak pod ziemią istnieje spójny temat. Metro jest mikrokosmosem tego, czym miał być komunizm, bezklasowym królestwem, w którym wszyscy przybysze jak równy z równym ocierają się o łokcie. Pozornie Rosjanie podlegają dość sztywnym podziałom klasowym. Błyszczące sklepy dalej Tverskaya Ulitsa, rosyjski Rodeo Drive, są domeną małej klasy wyższej, podobnie jak niektóre z bardziej obskurnych traktiri (w luźnym tłumaczeniu jako „karczmy”) i stragany z piwem to podstawa dla mniej pożądanych elementów Moskwy. Ale w pociągu miejsca są pierwsze, kto pierwszy lepszy. Starszym, niedołężnym i kobietom z dziećmi zapewnia się pewien poziom komfortu, biorąc pod uwagę miejsca siedzące przez ich bardziej rycerskich towarzyszy podróży. Metro bez trudu obejmuje zagranicznych studentów w drodze do wielu moskiewskich uczelni wyższych iz powrotem, nawet wyraźnie ciemne twarze tych z Nigerii i innych krajów afrykańskich, które od dawna uważały Rosję za przyjazne miejsce do studiowania. Również turyści mogą poruszać się po hoi polloi w Rosji ze względnym komfortem i bezpieczeństwem. Przynajmniej tyle, ile cieszą się wszyscy inni.

Podejrzewam, że Metro dołączy do grona wiecznych w Moskwie, właśnie tam z Kremlem i Soborem Wasyla Błogosławionego. Dopóki w Rosyjskim Banku Państwowym będą znajdować się ruble - a może kiedyś euro - te trzy podmioty będą chronione i utrzymywane. Metro jednak również będzie się rozwijać. W przeciwieństwie do większości historycznych posiadłości Moskwy, oczekuje się, że zarówno zmieni się, jak i pozostanie siłą napędową stolicy. Moskale nie zwracają uwagi na Plac Czerwony, ale muszą korzystać z metra.

Zrozumiałem nieodłączną witalność metropolity moskiewskiego na jednej z ostatnich odwiedzonych stacji. Rimskaya została ukończona w 1995 roku, jako jedna z pierwszych stacji wymyślonych i zbudowanych w czasach poradzieckich. Na końcu pokrytej marmurem sali centralnej znajdował się posąg. Jest to typowy układ stacji zbudowanych w ciągu ostatnich 25 lat, ale kiedy zbliżyłem się do wyświetlacza, wydało mi się to dziwne. Były tam trzy fragmenty złamanej kolumny korynckiej z czerwonawego marmuru, a na jednym z nich bawiło się dwoje nagich dzieci. Po chwili złapałem temat: Na gruzach imperium sowieckiego rośnie nowy naród rosyjski.

„To sprytne” - pomyślałem, wyciągając aparat. Właśnie wtedy zauważyłem, że zbliża się do mnie inny młody milicjant i westchnąłem.

Spojrzał na mnie, potem na posąg i powiedział: „Ciekawe”.

„Tak, interesujące” - odpowiedziałem.

Po ciąży, skinął głową i powiedział: „Dobry wieczór”, po czym odwrócił się w stronę nadjeżdżającego pociągu.


Obejrzyj wideo: Sekret warszawskiego metra z 2 Enigma