Wszyscy jesteśmy tutaj, żeby puszczać bąki

Wszyscy jesteśmy tutaj, żeby puszczać bąki


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Spaceruję po Dusseldorfie z plastikowym kubkiem wina.
W czwartek jest 9 rano.
Lekcje niemieckiego niedługo się rozpoczną, ale dzisiaj nie jadę.
Ostatni raz nauczyciel uderzył mnie na oczach całej klasy.
To znowu jak w czwartej klasie.
Ale nie tego ranka.
Nie, dzisiaj mam inne plany.
Dzisiaj będę puszczał bąki po mieście jak włóczęga.

Można by pomyśleć, że w Niemczech byłoby więcej win.
Ale nie ma.
Jestem przekonany, że policja kręci się wokół, zbierając wina i rozprowadzając je do miast i wiosek w całym kraju na zasadzie „w razie potrzeby”.
Wyobraź sobie dużą drewnianą skrzynię transportową z etykietą.

Zawartość:
Noah Pelletier

Zawód:
Wino na treningu

Miejsce docelowe:
Gdziekolwiek jest to potrzebne

Idę nad rzekę.
Jest tam rzeka, zimna i szara, częściowo zablokowana przez ekipę budowlaną wznoszącą ogrodzenie wzdłuż promenady.
To starodawne słowo, promenada.
Gdzieś siwowłosi mieszkańcy miasteczka robią na sobie trochę w kamizelkach z makramy.

Dlaczego ci ludzie odgradzają się od rzeki?
Czyj to był pomysł?
Jakoś wydaje się Master Plan poza.
Czuję, że powinni budować ogrodzenie wokół McDonald's®.
Co zrobiłby kierownik?
Jak on sobie poradzi?
„Po prostu rozgniataj hamburgery przez dziury!” mógłby krzyczeć.
Wyobraź sobie płot wypocony z Big Maców.

Zdjęcie: autor

Słońce jest ciepłe na moich plecach.
Idę w kierunku przystanku Heinrich-Heine.
Przy altanie jest półka, na której lubię obserwować ludzi.
Czasami ludzie mnie obserwują.
Czasami chcą więcej.
Zostałem poproszony eine Zigarette 43 razy od czasu przeprowadzki do Niemiec.
Nikt nie wierzy, że nie palę.
Nikt nie myśli, chłopcze, źle oceniłem tego faceta.
To bardziej jak, ten facet to kłamliwy kawałek gówna.
Są bardziej zniechęceni niż zawiedzeni.

Na placu w pobliżu mojej półki, na której można obserwować ludzi, trwa promocja.
Korporacja obuwnicza Fila wciągnęła czerwoną dwupiętrową przyczepę.
Podchodzi do mnie ładnie wyglądający facet z butami.
To siatka, kolor piłeczek tenisowych.
Pokazuje mi, jak ma pięć pojedynczych otworów na palce.
Upijam łyk wina.
„Po jednym na każdy palec u nogi” - mówi.
Od razu żałuję, że rozmawiałem z tym facetem.
Nie. Naucz się dawać ludziom szansę.

Pyta, czy chcę przymierzyć parę.
„Bez presji” - mówi.
Wyczuwa, że ​​mnie traci.
„Dorzucę parę skarpet z pięcioma palcami”.
Cha Ching.
Powtarzam słowo „skarpetki”, jakby było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe.
Narasta we mnie nagła potrzeba złapania go za kołnierz.
Następnie przechodzi.
Wchodzę za nim do przyczepy i zdejmuję buty.

Postawiłam swój kubek na gablocie obok fioletowego pięciopalczastego buta.
Moje stopy są bardzo wąskie.
Buty rozchylają moje palce u nóg.
Wydaje się, że między nimi znajdują się styropianowe kubki.

"Wyglądają świetnie!" mówi ładna atletycznie wyglądająca dziewczyna w koszuli Fila.
Coś w niej źle mnie dotyka.
W żadnym wypadku te trampki nie są „świetne”.
Oni są szaleni.
Jej komentarz utkwił we mnie jak czerwona flaga, którą ktoś zapalił zapałką
i wepchnięty do tylnej kieszeni.

Więc ta śliczna, może szalona dziewczyna wyprowadza mnie na zewnątrz, gdzie montuję maszynę eliptyczną.
Obok przechodzi wiele osób w każdym wieku.
To piękny poranek.

Chwytam za uchwyty i szuram swoimi śmiesznie wyglądającymi stopami w tę iz powrotem po eliptycznej ścieżce.
To wszystko wydaje się bardzo śmieszne.
Zaczynam bardzo mocno pompować dłonie i stopy.
Maszyna zaczyna wydawać ponury, warkotliwy dźwięk.

Ludzie odwracają się i patrzą w przelocie.
Oni są świadkami światowego rekordu prędkości na orbitreku.
Niewątpliwie niektórzy uwierzą, że te śmieszne buty pomogły mi w tym.
Nigdy nie dowiedzą się, ile ciężkiej pracy wymagało dotarcie tutaj.
Moja kariera sportowa to kariera słabo wynegocjowanych rekomendacji.
Nigdy więcej nie przyjmę skarpet jako płatności.
To się kończy dzisiaj.

Podchodzi do mnie przystojniak.
"Wiec skad jestes?" "Co robisz?" Całkiem nudne rzeczy.
Próbuje mnie rozproszyć, więc ostudzę to na maszynie.
Rozumiesz, to nie jest zwykła maszyna eliptyczna.
Ta rzecz wiruje około dziesięć razy mocniej niż modele na siłowni.
Wyobrażam sobie, jak moja stopa ześlizguje się pod pedałami, wyrywa mi nogę i zwichnie biodro i miażdży palce u nóg jeden po drugim.
Odwraca w dłoniach but w kolorze piłki tenisowej.
Bardzo spięty.

Chcę powiedzieć temu przystojnemu facetowi, że mógłby zrobić więcej ze swoim życiem.
Oczywiście, że nie.
Takie rzeczy mogą kogoś schrzanić, sprowadzić na manowce.
Mógłby on poradzić sobie z byciem udawanym winowajcą?
Wyobraź sobie tego przystojnego faceta podchodzącego do nieznajomych z jednym butem na sobie i jednym bez buta.
But nie jest czymś, co normalni ludzie tracą.
Rękawiczki, tak.
Kapelusze, tak.
Okulary przeciwsłoneczne, tak.
Ale jeśli podchodzi do ciebie nieznajomy z tylko jednym butem, uciekaj.
Nic z tego nie wyjdzie.

Siedem minut później nadal odpompowuję na maszynie eliptycznej.
Czuję, że wokół mnie jest niewidzialne ogrodzenie.
Chcę krzyczeć: „Możesz do mnie dołączyć, ale nie możesz mnie oceniać!” przechodzących ludzi.
Ale to nie jest konieczne.
Moje niewidzialne ogrodzenie powstrzymuje ich osądy.


Obejrzyj wideo: Od magika do fizyka z Tomaszem Madejem