Jak podróżować w czasie w Tipi

Jak podróżować w czasie w Tipi

Po tym, jak piorun uderzył i spalił dom Marka Warrena, postawił tipi i odbył swego rodzaju podróż w czasie. Jego nowe wspomnienia, Dwie zimy w Tipi, pokazuje, jak możesz wrócić do krainy na tygodnie lub lata.

Po przyjęciu do szkoły medycznej Mark Warren postanowił podążać za swoim powołaniem - naturą - i przez cztery dekady studiował i nauczał „prymitywnych” umiejętności i wiedzy o ziemi.

ADAGE o tym jednym nauczycielu, który zmienia życie ludzi: to jest Mark Warren. Znam go, odkąd byłem małym dzieckiem w Camp High Meadows niedaleko Roswell w stanie Georgia, a 30 lat później widzę jego dziedzictwo i wpływ na dziesiątki ludzi, którzy mieli szczęście być jego uczniami.

Jedna rzecz, która zawsze fascynowała mnie w Marku: kiedy jesteś w jego obecności, to tak, jakbyś przebywał w obecności kogoś, kto podróżował przez inny czas, aby tam być. Zawsze miał jakieś zwierzęce futro, kości lub pióra, kamienne narzędzia, strzały, powrozy, coś, nad czym pracował, studiował.

Ale to było coś więcej niż tylko to, co miał ze sobą. Chodziło o to, co mógł „zobaczyć”. To tak, jakby „Georgia”, którą zobaczył, była nieskończenie bardziej dzika i interesująca niż wszyscy inni. Gdziekolwiek byłeś - łąka, pas lasu obok budynku i / lub szczególnie w lesie - Mark mógł wskazać ślady dzikości - ślady zwierząt, podziemne światy grzybów i owadów, gałęzie drzew rosnące w pewien sposób - co doprowadziło do opowieści i nagłych przebłysków tego „innego” świata. Suche koryto potoku, które ożyło po burzy, kawałek porostu powoli „pożerający” skałę, ścieżka jelenia po zboczu - ten świat istniał we własnym czasie, we własnym tempie. Zrobił to na twoich oczach (i wokół ciebie), ale cicho, prawie potajemnie, dopóki nie miałeś dość cierpliwości, aby to obserwować.

Mark poświęcił swoje życie studiowaniu tego świata i ćwiczeniu umiejętności - podchodzenia, ognia -, tworzenia schronień i wytwarzania narzędzi, a także dzikiego rzemiosła (zbieranie roślin do celów jadalnych / leczniczych) - które są punktami wejścia do niego. Jak podkreślił, kultura ludzi żyjących w ten sposób (pierwotnie był to Cherokee w tej części świata) na razie zniknęła, ale dzikie rośliny zbierane niegdyś na żywność i lekarstwa wciąż rosną w pobliżu, a „żywność nadal karmić; leki nadal goją ”.

To, co moim zdaniem, urzekło nas jako uczniów Marka - i na pewno to, co składa się na jego wspomnienia Dwie zimy w Tipi tak emocjonalny - to, że pokazuje, jak życie w tej dzikości jest nadal możliwość. To pomimo całego naszego rozwoju technologicznego, natura i dzika przyroda trwają - i zawsze będą.

W ciągu ostatnich kilku tygodni Mark i ja korespondowaliśmy pocztą elektroniczną na temat książki. Mam szczerą nadzieję, że wszyscy to przeczytają.

DM: Chociaż ewolucja „życia tipi” stanowi podstawę narracji Dwie zimy w Tipi, pod wieloma względami to także rodzaj historii miłosnej, portret relacji mężczyzny z psem. Wygląda na to, że ta historia nie mogłaby się wydarzyć bez Elly. Nie była tylko twoją towarzyszką, ale jak zauważyłeś w wielu miejscach, nauczycielem. Jak mieszkanie w tipi zmieniło twoje relacje z nią?

Elly, pies Marka Warrena, w Camp High Meadows w latach 80.

MW: Elly i ja już cieszyliśmy się silną więzią przed tipi. Znalazłem ją w lesie podczas burzy z piorunami. Jako samotny młody szczeniak była tak przerażona tym, co się wokół niej działo, że drżała aż do samookaleczenia.

Biorąc ją w ramiona, przypuszczam, że zostałem napiętnowany w jej umyśle jako jej wybawca. Nasz bliski związek rozpoczął się w tej burzliwej chwili. Jej oczy zawsze mówiłyby „dziękuję” od tego dnia… za każdym razem, gdy na mnie patrzyła.

To, co zmieniło się dla mnie, gdy pożar domu odebrał wszystko, to moje wymuszone „zdegradowanie” do jej poziomu egzystencji - co, jak się dowiedziałem, wcale nie było degradacją. W rzeczywistości była to transcendencja. Wszędzie, gdzie się udała, nosiła ze sobą całe życie. Trzeba było stracić swój dobytek, żeby to zrozumieć.

Kiedy wyszedłem z głównego nurtu na jej ścieżkę, natychmiast wyczułem ten przywilej. Nasza współpraca stała się bogatsza. Czuję, że większość psów szanuje swoich właścicieli jak boga, a może (miejmy nadzieję) życzliwego dyktatora. Elly i ja prawdopodobnie zachowaliśmy jakąś wersję tego tematu tylko dlatego, że mogłem zmaterializować jedzenie w jej misce, ale zbliżyliśmy się do relacji rówieśników w życiu tipi.

Kiedy podjechaliśmy moją ciężarówką do dymiących ruin domu, jej całkowita obojętność na stratę wydała mi się budującym momentem. Po prostu zajęła swoje miejsce wartownicze, opadła na ziemię i żyła chwilą. Po kilkukrotnym okrążeniu gruzów wyszedłem na jej prowadzenie i zrobiłem to samo. Żyliśmy… razem… i mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy. To była lekkość istnienia, której nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Właściwie potajemnie czułem, że ogień w jakiś sposób mnie pobłogosławił. Wracałem do tego samego tematu, na którym rozwijałem umiejętności przetrwania, i wyruszałem na narzucone przez siebie wycieczki survivalowe, ale te wycieczki trwały tylko tydzień. Lekcja Elly była trwalsza.

Ponieważ unikała tipi jako miejsca do spania, zawsze otrzymywała niezmienną lekcję, że nigdy tak naprawdę nie dogonię jej autonomii. (Właściwie mogła być po części kojotem. Wyglądała na to). Chociaż praca mojego życia polegałaby wyłącznie na tego rodzaju samowystarczalności (jako nauczycielka przetrwania), to nigdy nie przychodziło mi to tak łatwo, jak jej. . (Budowa odpornego na zimę i deszcz schronienia zajmuje mi cztery godziny. Elly mogłaby zwinąć się w liście w ciągu kilku sekund.) Mówiąc najprościej, podziwiałem ją tak bardzo, jak ją kochałem.

Wiem, że każdy właściciel psa ma podobne emocje i prawdopodobnie mówi to, co mam zamiar powiedzieć: była głęboko wyjątkowa. Ludzie zawsze to komentowali. Wydawała się człowiekiem. Choć była wzorową atletą, była najspokojniejszym psem, jakiego kiedykolwiek znałem. Chodziła ze mną do szkół, kiedy robiłem programy dla uczniów. To było w czasach, kiedy takie przenikanie się gatunków było możliwe w obiektach publicznych lub prywatnych. (Teraz nie tylko odmówiono jej wstępu, ale prawdopodobnie przeszukano ją przez rozebranie i prześwietlono). Zawsze była najlepiej wychowanym ciałem w klasie.

Wszędzie, gdzie się udała, nosiła ze sobą całe życie. Trzeba było stracić swój dobytek, żeby to zrozumieć.

Muszę wspomnieć o jednym bardzo fizycznym aspekcie. Kiedy zacząłem poważnie myśleć o nauce śledzenia, Elly stał się moim podręcznikiem i pomocą w nauczaniu. Nauka chodów jest częścią śledzenia - aby wiedzieć, kiedy zwierzę przyspiesza lub zwalnia… i dlaczego. Prawdopodobnie zwracałem większą uwagę na stopy mojego psa-towarzysza niż jakikolwiek właściciel psa w historii, abym mógł nauczyć się wzorców śladów pozostawionych w tych przejściach: od łodygi, do chodzenia po tej samej stronie, do chodzenia po przekątnej, szybkiego stępu, kłusa , związany i galopem.

To dużo trudniejsze, niż można by sobie wyobrazić. Samo zobaczenie, jak łapy dotykają się i próba zapamiętania wzoru może być dla wielu właścicieli zwierząt zbyt trudne. Wiem, ponieważ próbowałem pomóc innym nauczyć się obserwować te chody, gdy wykonują je ich zwierzęta. Niezmiennie rezygnują z frustracji.

W pewnym momencie zajęć rozwinąłem dużą ryzę papieru i pomalowałem stopy Elly na różne kolory. Spędziliśmy z nią dzień, przechodząc przez różne scenariusze, pozostawiając wielobarwne odbitki. Było to nieocenione doświadczenie dla wszystkich, którzy byli tego świadkami. Chociaż gdyby ktoś ją o to zapytał… było to ćwiczenie cierpliwości i tolerancji. Kiedy malowałem jej stopy, spojrzała w dal i starała się wyglądać szlachetnie. Od czasu do czasu odwracała się do mnie twarzą, a jej wyraz twarzy mówił: „Zrobię to dla ciebie, ale nie powiesz innym psom, prawda?” Nigdy więcej jej tego nie zrobiłem.

I na koniec ta ciekawostka: uwielbiała pływać ze mną na kajakach, nawet po białej wodzie. (Do klasy trzeciej.) I wiedz, że: nauczyła się czytać wodę. Patrzyłem, jak pochyla się we właściwy sposób na dziobie, gdy zbliżaliśmy się do konkretnego ruchu w skomplikowanych prądach. Była idealnym partnerem. Nigdy się nie pokłóciliśmy.

Wierzę ci (Elly uczy się czytać wodę). Uważam, że doświadczamy relacji z naszymi psami, które ujawniają rzeczy, które wydają się „przedjęzykowe” lub co niektórzy mogliby nazwać nadprzyrodzonymi. To tak, jakby psy trzymały naszą szczątkową więź z dzikością. Na przykład mój pies wie kiedy planuję zabrać go na przygodę. Wie o tym, zanim pojawią się widoczne dowody - pakowanie itp. Po prostu to wyczuwa.

Dla mnie to połączenie lub wspomnienie naszego (prawie zapomnianego) związku ze światem starożytnym jest głównym przesłaniem Dwie zimy. „Świat starożytny” wciąż jest z nami na co dzień - ale umiejętności potrzebne do jego zamieszkiwania, osiągnięcia autonomii (umiejętność tworzenia ognia, schronienia, znajomość roślin, zwierząt, umiejętności zdobywania pożywienia) nie są środkiem do osiągnięcia celu - podobne do możliwości przetrwania katastrofy lotniczej - mniej w rodzaju „sportów ekstremalnych” (spopularyzowanych przez reality show i takie osobowości jak Bear Grylls) - niż praktyki, która ostatecznie prowadzi do możliwości transcendencji. Czy nauka „przetrwania” jest zasadniczo aktem duchowym?

Byłoby błędem, gdybym odpowiedział „tak” lub „nie”. Koncepcja jest skomplikowana. „Przetrwanie”, jak zwykle o tym myśli społeczeństwo, to autonomia na wolności - zwłaszcza w sytuacji zagrożenia. Taki nieszczęsny ocalały staje przed rozwiązaniem wszystkich swoich problemów i zaspokojeniem podstawowych potrzeb za pomocą nowego zestawu reguł, które są w istocie najstarszym zbiorem reguł na świecie: Człowiek żyje z darów Ziemi.

Większość z nas żyje na bardzo powierzchownym poziomie nastawionym na wygodę i wygodę - zdobywanie żywności ze sklepów i restauracji, ogrzewanie poprzez regulację termostatu, czyszczenie się poprzez wejście do specjalnego straganu z zapasem gorącej wody. Ja też jestem w tej kategorii.

W trybie przetrwania należy stworzyć schronienie. Zimą taka konstrukcja zajmuje mi 4 godziny w dedykowanym tempie. Aby zapewnić lepszą dostępność składników odżywczych, należy zidentyfikować, zebrać i ugotować żywność. Ponieważ nie posiadamy już instynktów paleo-człowieka dotyczących roślin, musimy naukowo nauczyć się wszystkiego o botanice (która, moim zdaniem, jest najważniejszym badaniem, do którego należy się skierować dla studenta przetrwania). Osoba, która próbuje polegać na poczuciu intuicji w takich sprawach, prawdopodobnie umrze, jedząc niewłaściwą roślinę. (Nawet zwierzęta domowe utraciły tę umiejętność rozpoznawania naturalnej żywności. Dzikie zwierzęta nadal ją mają).

Spędziłem 40 lat studiując produkty roślinne i leki, i wciąż drapię się po powierzchni. (Ale bez tych 40 lat nauki nie mógłbym uczyć tego, czego uczę [przetrwania], ani też nie mógłbym udać się na samodzielnie narzucone wycieczki przetrwania).

Mark Warren demonstruje strzelanie z łuku metodą tarcia.

Tworzenie ognia przez tarcie jest czynnością bardzo fizyczną, opartą na znajomości formy i materiałów. Eksperymentowałem z niezliczonymi materiałami, które uważałem za obiecujące dla ognia; i wiele, wiele razy po prostu dowiedziałem się, co NIE działa.

Tak więc istnieje bardzo fizyczna, a nawet ambitna strona przetrwania. Szczerze mówiąc, bardzo niewielu studentów survivalu, którzy przychodzą do mojej szkoły, jest fizycznie przygotowanych do jednego dnia pracy. Zwykle nie kończą swoich zimowych schronisk, ponieważ 1) to DUŻO pracy i wiedzą, że nie muszą jej kończyć. (Ze względów bezpieczeństwa przynoszą zapasowy namiot. Nie mogę zmusić ich do spania w schronisku…) i 2.) nie są fizycznie przygotowani do całodziennej pracy.

Ich powołania zwykle nie są tak wymagające fizycznie. (Co ciekawe, niewiele osób z naprawdę wymagającymi fizycznie zawodami zapisuje się na zajęcia survivalowe).

Biorąc to wszystko pod uwagę, spójrz jednak, co zrobił Cherokee podczas zbioru rośliny. Okrążali ją 4 razy (święta liczba), podeszli do niej od południa (był powód), rozmawiali z rośliną, wręczyli jej prezent, a następnie ostrożnie wzięli to, czego potrzebowali… jeśli… zasobów było wystarczająco dużo. Jest to z całą pewnością akt duchowy. Wiedzieli wtedy, czego właśnie uczymy się dzięki nauce - że rośliny to czujące istoty o potencjale sensorycznym i zdolnościach komunikacyjnych. Właściwie trwa rozmowa między ludźmi a roślinami - nawet jeśli człowiek nie mówi. Dzieje się to poprzez feromony.

Zachowanie czirokezów wobec roślin i zwierząt można opisać jako szacunek i wdzięczność. Rozmowa z rośliną nie różni się zbytnio od mówienia wdzięczności przed posiłkiem.

To, czego nauczyłem się lub zebrałem, być może z mojego życia w lesie, to to, że sposób, w jaki coś robię, ma dla mnie takie samo znaczenie, jak to, co robię. Wykonywanie zadań związanych z przetrwaniem to praca. To także część rozmowy między człowiekiem a naturą i Stwórcą Wszechrzeczy. Sposób, w jaki przeżywam dzień, pozwala mi zsynchronizować się z szerszym obrazem. Nie jestem Cherokee, więc nie przestrzegam świętej formuły Cherokee. Ale przyjąłem swój własny sposób interakcji z roślinami i zwierzętami - muszę powiedzieć, że większość z nich naśladuje rdzennych Amerykanów. Mieli rację.

Przetrwanie, jeśli się nad tym zastanowić, jest najstarszym sposobem bycia. W rzeczywistości jest to norma dotycząca podstawowego życia na Ziemi. To dziwne (i być może niebezpieczne), że odeszliśmy tak daleko od tego sposobu życia do punktu utraty tej wiedzy. Nie winię tutaj. Rozumiem rozwój technologii i podziwiam go (iz wdzięcznością korzystam). Często myślę o historii ludzkości jako o ewolucji komfortu. Znalezienie sposobów na ułatwienie pracy jest naturalną tendencją.

Ale zimna prawda jest taka: to, co większość uważa za „prawdziwy świat”, może spaść na twarz. „Naprawdę prawdziwy świat” (wskazówka: jest zielony) nie może. Zapewne zawsze tak będzie. (A jeśli tak nie jest, my też nie.)

Cała ta bzdura, jak program telewizyjny „Survivor”, „Bear Grylls” i „Eco-Challenges”… to tylko rozrywka. Niektóre z nich to połączenie telenoweli / teleturnieju / podglądania; niektórzy próbują cię poruszyć / zaszokować; inne to czyste sporty.

Niektóre mogą być naprawdę dobre. Nie wiem, bo żadnego z nich nie oglądam. (OK, obejrzałem jedno z powyższych na prośbę moich uczniów.) Nie ma nic złego w tych gatunkach, o ile wiesz, co oglądasz. Moim zdaniem nie trafiają w sedno istoty przetrwania. Nie mają serca i wydaje się, że nie mają pojęcia, że ​​Ziemia to jeden wielki koszyk róg obfitości - do użytku tylko z know-how.

Jeden z najbardziej doniosłych dla mnie tematów Dwie zimy to podróż. Twoi uczniowie podróżują do iz Medicine Bow - zapisujesz te przyjazdy i wyjazdy jako ulubione chwile. Jeździsz do różnych szkół, aby uczyć, a powrót do tipi staje się rytuałem. Ale bardziej niż podróżowanie w kontekście odległości, istnieje poczucie, że zamieszkiwanie „prawdziwego świata” jest podróżą podobną do wkroczenia w inny kraj lub nawet w inny czas. Odkrywanie go za pomocą czegoś, co nazywasz „spiralną ścieżką”. Twoje połączenie staje się tak silne, że opuszczając je, doświadczasz dysjunkcji. Ty piszesz:

Jeśli podejmę pracę w odległym stanie, wejdę do samolotu i dotknę stopami z powrotem na Ziemię tysiące mil od domu, w głębi siebie czuję całkowite odłączenie, jakbym w jakiś sposób oszukał się w zdobywaniu dystansu. Jeśli lecę dostatecznie daleko, spotykam ludzi, którzy mówią innym językiem, a chaos podróży sprawia, że ​​jest to męczące. Aby się uziemić, wszystko, co wiem, to znowu zacząć się rozwijać, aby nauczyć się tego nowego miejsca i być może myśleć o nim jako o innym życiu, kolejnym miejscu początkowym.

Jaki jest przykład tej „spirali” w miejscu oddalonym od Gruzji lub w ogóle poza Stanami Zjednoczonymi?

Podróże - a może nie podróżowanie - to dla mnie ważny temat. Nie lubię być częścią koncepcji, która uczy dzieci, że muszą podróżować z dala od domu, aby naprawdę zaangażować się w naturę. Takie wyjazdy często stają się ćwiczeniami typu flash-in-the-pan… rozrywką… gwarantowaną ekscytacją dzięki przewidywalnej „zaaranżowanej pomocy dydaktycznej”. Czasami w takich przypadkach natura jest niewiele więcej niż tłem dla jakiegoś przewidywanego wydarzenia. Jak tyrolka, gorączka białej wody itp.

Oto, jak ta lekcja przekłada się na dorosłość: mam przyjaciela lekarza, który mieszka w Appalachach, gdzie otaczają nas tysiące akrów Lasów Państwowych. Ta część naszego stanu słynie z możliwości polowania, ale leci on do Montany, Kolorado lub Idaho, gdzie spotyka go przewodnik i prowadzi go do konkretnego zwierzęcia, które pragnie zabić w tym sezonie.

Wszystkie te miejsca mają swoje miejsce w edukacji przyrodniczej, ponieważ są zabawne. Uważam, że aby to docenić, trzeba dobrze się bawić na łonie natury. Potem, miejmy nadzieję, z uznania, następuje szacunek… i wreszcie ochrona. Wiem, że mogę brzmieć tu sprzecznie, ale czuję tak mocno, że nowe pokolenia tęsknią za cudami, które są w zasięgu ręki, w pobliżu. Dlatego lubię podróżować - dotrzeć na ich miejsce… pokazać im, że na ich podwórku była przygoda.

Często, gdy przedstawiam w szkole program dla rdzennych Amerykanów, przekonuję nauczyciela, aby pozwolił mi wynieść zajęcia na zewnątrz. Naprawdę dostosowałem swój własny program nauczania, aby móc „zadziwić” ich tym, co tam jest. Krótko mówiąc, cofamy się w czasie i postrzegamy ich pasy lasów i ogrodzenie chwastów jako codzienne zasoby Czirokezów lub Muskogee, w zależności od tego, gdzie znajduje się ich szkoła. Podziwiają dzikie pokarmy, takie jak wewnętrzna kora niektórych drzew, lekarstwo z derenia, które może wyleczyć migrenę, lub soczyste rośliny nad strumieniem, które nigdy nie przestają powstrzymywać swędzenia. Robimy powrozy z tulipanów, odgłosy zwierząt za pomocą żołędzi, a ogień z drewna wirujemy między naszymi dłońmi - ta ostatnia, nawiasem mówiąc, jest moim najsilniejszym rywalem, aby dotrzymać kroku Six Flags.

Jeśli chodzi o moją potrzebę uczenia się lądu podczas fragmentarycznych wycieczek, co mogłoby być bardziej naturalne? W ten sposób wszyscy ludzie łączyli kiedyś swoje doświadczenia z jakimś sensem, pamięcią i logiką.

Jeśli chodzi o moją potrzebę uczenia się lądu podczas fragmentarycznych wycieczek, co mogłoby być bardziej naturalne? W ten sposób wszyscy ludzie łączyli kiedyś swoje doświadczenia z jakimś sensem, pamięcią i logiką. Świat jest pełen szwów, łączących jeden biom z drugim. Są to obszary przejściowe, które lubią odwiedzać dzikie zwierzęta. To znak ściegu bioróżnorodności. Po prostu uważam, że przejście przez nie jest ważne. W przeciwnym razie obcowanie z naturą przypomina trochę otwieranie książki na przypadkowej stronie za każdym razem, gdy próbujesz ją przeczytać… i oczekiwać, że historia ujrzy w środku.

Spirala jest dla mnie dobrą ścieżką, ponieważ wtedy nie muszę iść liniową ścieżką, która pomija tak wiele innych rzeczy. W pewnym sensie badam promienie słoneczne ścieżek z punktu początkowego. W ten sposób można spojrzeć na spiralę. To promień słońca utkany złotą nicią.

Kiedyś podjąłem pracę w zachodnim stanie Waszyngton, gdzie prowadziłem prywatne zajęcia o przetrwaniu. Kiedy wysiadłem z samolotu, zostałem zwolniony z Doliny Tennessee, Płaskowyżu Cumberland, korytarza Mississippi, Ozarków, Wielkich Równin, Gór Skalistych, Wielkiego Basenu, Kaskad i kto wie co jeszcze. W tym jednym skoku przez kontynent opadłem na ziemię jak ziarno jaworu, które powiało na Wenus.

Zanim zacząłem uczyć, musiałem iść, rozszerzyć się na zewnątrz, aby dokładnie zobaczyć, gdzie jestem. Jak mogłem to zrobić, wybierając jeden kierunek? Najlepiej, jak mogłem, nauczyłem się 40-akrowej domeny, która służyłaby za naszą sferę zasobów, darów i terenu. Dopiero wtedy mogłem zacząć. W tamtym tygodniu byłem nastawiony, że ten las był moim jedynym królestwem egzystencji i że wchłaniałem go tak dużo, jak tylko mogłem, aby poczuć się jak w moim domu.

Wreszcie Mark, dla tych z nas, którzy prawdopodobnie nigdy nie będą mieli okazji spędzić zimy w tipi, i dla tych, dla których rozproszenie uwagi, chęć „rozrywki”, podróży z dala od naszych rodzinnych terenów, jest tak silna, jak możemy znaleźć - choćby na chwilę - tę przygodę na naszych podwórkach? Czy polecacie jakieś proste nawyki, gry lub poszukiwania?

Proponuję stworzyć placówkę na swoim podwórku lub pobliskiej zalesionej działce, jeśli masz taką możliwość… i jeśli jest to bezpieczne. Taką strukturę patyków można łatwo wykonać. Znajdź dwa grube rozwidlone drążki, które utrzymają belkę poprzeczną i oprzyj ją o dwa drzewa. To daje poziomy słup kalenicy, o który można oprzeć „ogrodzenie” z patyków, jak ściana twierdzy. To miejsce posłuży za zasłonę, w której możesz zniknąć, aby obserwować życie zwierząt, które kwitnie wokół ciebie.

Najlepszymi porami obserwacji będą świt i zmierzch, więc wejście w ciemno należy zaplanować godzinę wcześniej. Będąc w środku, bądź cicho, bądź cicho. Weź podkładkę z pianki, aby usiąść, aby zapewnić wygodę, ciepło w zimie lub ochronę przed chiggersami, jeśli mieszkasz w kraju chigger. Cóż za wspaniała przygoda z Twoim dzieckiem. W końcu niech to miejsce stanie się miejscem do gotowania. Jeśli znajdujesz się w obszarze ściśle miejskim, ta możliwość może być niedostępna. Być może będziesz musiał użyć ziemi znajomego.

Jedna z najłatwiejszych do zbioru dzikiej żywności spada z dębów. Przygotowanie potraw bezpośrednio z natury jest ekscytujące, ponieważ nawiązuje do historii i pozwala do pewnego stopnia ją przeżyć. Zbierz żołędzie, zdejmij nasadkę i wyrzuć, pęknij skorupkę, zdejmij skorupkę i ostrzem noża trzymanym prostopadle zeskrob skórkę przymocowaną do nakrętki. Ta skórka będzie pomarańczowa lub czerwonawo-brązowa.

Połóż każdą połowę orzecha płaską stroną w dół na desce do krojenia i pokrój jak najcieńsze plasterki. Teraz zagotuj wodę (ale nie gotuj żołędzi). Zalej przegotowaną wodą plasterki żołędzi w misce. Odstaw na 5 minut. Wylej wodę z brązowym zabarwieniem, a następnie wlej do miski więcej świeżo przegotowanej wody (utrzymuj gotowanie garnka w celu wygodnego dolewania). Powtarzaj ten proces tyle razy, ile potrzeba, aż woda nie zmieni już koloru opalenizny.

Aby było to pozytywne doświadczenie, wymieszaj trochę brązowego cukru i roztopionego masła z orzechami. Czas na deser.

Na koniec spróbuj swoich sił w tropieniu dzikiego zwierzęcia. Chodzi o ekstremalną powolność, nigdy nie poruszając żadnej części ciała poza prędkość ślimaka. Kiedy myślisz, że masz do tego równowagę, cierpliwość i siłę, jesteś gotowy na pierwsze wyzwanie. Jest tam kościsty, mały czarny świerszcz, który przemierza trawniki większości Ameryki. Ma około półtora cala długości i nie lata. Nazywa się krykietem polowym. Słyszałeś jego ćwierkanie tysiące razy.

Jeśli potrafisz wskazać jednego uszami, podejdź do niego. Jeśli będziesz dobrze śledzić, świerszcz będzie kontynuował ćwierkanie i faktycznie możesz zobaczyć interesujący sposób, w jaki wydaje dźwięk. (Nie tak myślisz!) Jeśli jesteś zbyt pochopny lub niecierpliwy, świerszcz zamilknie i nie poznasz jego sekretu.

Aby uzyskać więcej informacji lub wziąć udział w zajęciach u Marka Warrena, odwiedź stronę Medicine Bow. Możesz zamówić Two Winters in a Tipi w Amazon.


Obejrzyj wideo: Jak podróżować w czasie