Ochrona kultury i historii Tybetu: wywiad z Michaelem Yamashitą z National Geographic

Ochrona kultury i historii Tybetu: wywiad z Michaelem Yamashitą z National Geographic


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Plik yatsa gonbu, kordyceps, który zabija i mumifikuje swojego żywiciela będącego gąsienicą, wystaje tylko około cala nad ziemię - prawie niemożliwe do zobaczenia gołym okiem. Wielu Tybetańczyków spędza letnie miesiące na łokciach i kolanach, pełzając po trawie w poszukiwaniu nieuchwytnego kiełka. Znany w języku angielskim jako Ophiocordyceps sinensis, a po chińsku dosłownie „robak zimowy, letnia trawa”, zebrany yatsa gonbus są kupowane i sprzedawane przez chińskich handlowców jako „naturalna Viagra”.

Ta wymiana robaka za gotówkę jest jedną z dziwnych zmian w kulturze tybetańskiej, które fotoreporter National Geographic Michael Yamashita dokumentuje w swojej nowej książce „Shangri-La: Along the Tea Road to Lhasa”. 63-letni Yamashita wyruszył na poszukiwanie starożytnych cama gudao - „Tea Horse Old Road” - trasa przez Tybet i południowo-zachodnie Chiny, wzdłuż której Tybetańczycy wymieniali kiedyś chińskie konie na herbatę, a po drodze spotykali robaka.

Yamashita zebrał swoje zdjęcia z dwóch lat podróży w 272-stronicową fotograficzną narrację, która śledzi trasę, zaczynającą się w Parku Narodowym Jiuzhaigou, biegnącą przez Syczuan i Junnan, aż do Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TAR).

Kliknij, aby powiększyć

Opowieść o zmianach przeplatana jest zdumiewającym pięknem przyrody, przedstawiającym góry, łąki, klasztory i wiele z najbardziej tętniących życiem obszarów mniejszościowych w Chinach. Shangri-La pochodzi z Szambali, co oznacza raj w buddyzmie tybetańskim. Ale te krajobrazy szybko znikają.

Spotkałem się z Yamashitą w Hongkongu, aby porozmawiać o fotoreportażu, zaletach magazynów pokładowych i przejściu na technologię cyfrową.

Co doprowadziło cię do Tybetu?

Po prostu zakochałem się w krajobrazach, ludziach, duchowości.

Kiedy odbyłeś tam swoją pierwszą podróż?

Piętnaście lat temu. Poszedłem zrobić artykuł o Joseph Rock. Jest wielkim odkrywcą geograficznym, który w latach dwudziestych XX wieku pisał o Tybecie i Yunnanie i mieszkał w Li Jiang. Wtedy nie było turystów. Li Jiang składał się z placu miejskiego i małych meandrujących kanałów. To było piękne. [Pisma Rocka] są podstawą powieści Jamesa Hiltona z 1933 roku Lost Horizon. To klasyka. Jeśli tego nie czytałeś, powinieneś. Książka była szalenie sławna i doprowadziła do filmu, Shangri Laa reszta to historia.

Opowiedz mi trochę o swoim początku w fotoreportażu.

Po prostu wpadłem na to, bez innego planu niż fakt, że kochałem fotografię. Moim jedynym marzeniem było robienie zdjęć i gdzieś po drodze zdałem sobie sprawę, „jakie to byłoby wielkie oszustwo, gdybym mógł z tego żyć!”

Poszedłem do Wesleyan na studia i studiowałem historię starożytną, ale tylko dlatego, że interesowały mnie moje korzenie. Dorastając w Ameryce, byłem Amerykaninem pochodzenia japońskiego i nie miałem w tym poczucia Japonii. Więc pojechałem do Japonii zaraz po ukończeniu studiów i mieszkałem tam przez cztery lata na początku lat 70., kiedy to kupiłem fajny aparat i zostałem profesjonalistą.

„Profesjonalny” oznacza po prostu wywiesić kapelusz i powiedzieć: „OK, jestem zawodowym fotografem”. A potem musisz iść do pracy. Byłem wolnym strzelcem, kiedy dostałem ten duży, którym w tym czasie były Singapore Airlines.

Dlaczego to był ten duży?

Ponieważ mieli władzę i pieniądze. Moim obszarem była Azja i wysłali mnie do wszystkich swoich azjatyckich miejsc docelowych. W ten sposób zarabiałem na życie przez siedem lat, a potem, ponieważ miałem portfel warty obejrzenia i byłem bardzo zarozumiały, wróciłem do Stanów w poszukiwaniu fortuny. Prawie poszedłem prosto do [National] Geographic. Spodobało im się to, co widzieli, i skończyło się na tym, że zrobiłem swoją pierwszą historię z geografii w 1979 roku. Poszedłem na Hokkaido, był to wielki hit i nigdy nie oglądałem się za siebie.

Singapore Airlines wierzyły w dobrą fotografię i dostałem niesamowitą ekspozycję.

Czy myślisz, że ludzie traktują dziś poważnie pisanie czasopism pokładowych?

Kliknij, aby powiększyć

Może nie, ale Twoja praca nadal dotrze do wielu ludzi, a wielu wpływowych ludzi będzie latać. Chodzi o budowanie swojej pracy i portfolio.

Tak to kiedyś działało: zostałbyś opublikowany na pewnym poziomie czasopisma, a to pozwoliłoby ci zrobić kolejny krok do następnego i do następnego.

Niestety, jak wiesz, dzisiaj pozostało bardzo mało wydruków. A więc fakt, że jest tam nawet fizyczny magazyn… Po prostu o tym myślę, a magazyn pokładowy nie jest gatunkiem zagrożonym. To prawdopodobnie dobre miejsce teraz.

Czy książka jest kompilacją wielu podróży?

Tak. Większość zdjęć została zrobiona w ciągu ostatnich pięciu lat. I to jest moja pierwsza całkowicie cyfrowa książka. Jest tam około dwóch lub trzech klatek z filmu.

A jak wyglądało to przejście?

Myślałem, że będę ostatnią osobą, która przejdzie. Kocham film! Jesteś mistrzem filmu, a potem nagle dostajesz tę nową technologię i poproszono cię, abyś za nią stał? Więc byłem dość późno, około 1995 roku. Miałem zlecenie na książkę z fotografiami lotniczymi w Nowym Jorku i wziąłem cały budżet filmu, który wynosił około 15 000 $, i wydałem go na aparat cyfrowy i więcej czasu na latanie. Pod presją książki musiałem zapoznać się z nową technologią i nauczyć się jej obsługi. Teraz żałuję, że nie zmieniłem się wcześniej, ponieważ jest to znacznie prostsze.

Technologia cyfrowa ma wiele zalet. Myślę, że zdjęcia [w Shangri-La] naprawdę śpiewaj. Jest w nich cecha, blask, który jest inny niż film. Jest tam żywy kolor, który uważam za bardzo bogaty.

Jak po raz pierwszy usłyszałeś o Yatsa Gonbu?

Pracuję nad tą książką! W północno-wschodnim Syczuanie słyszałem o cama gudao. Od prawie dwóch tysięcy lat Tybetańczycy wymieniają chińską herbatę na konie. Więc śledziłem tę historię i była bardzo popularna. A kiedy nad tym pracuję, wpadam na facetów z robakami! Pomyślałem, czy to nie jest idealne? To opowieść o Tybetańczykach, którzy nie mają już koni na handel, a zamiast tego wymieniają robaki na herbatę. Między tymi wszystkimi rzeczami istnieje związek. Jedna prowadzi do drugiej.

Wspomniał Pan, że Chińczycy płacą za robaka do pięćdziesięciu dolarów. Czy napływ szybkich pieniędzy jest dobry czy zły dla Tybetu?

Och, to dobra rzecz. Nie czyni nikogo szalenie bogatym, daje im szansę na życie w klasie średniej i po prostu do dogonienia świata zewnętrznego. Teraz stać ich na motocykle. Złe strony są takie, że to kurczący się zasób, że zawsze toczy się wiele walk, w które zaangażowane są pieniądze, i że niszczy łąkę, chociaż istnieją grupy próbujące nauczyć ich, jak zwalczać robaki bez szkody.

Co sprawia, że ​​książka jest teraz interesująca dla zagranicznej publiczności?

Kliknij, aby powiększyć

Krajobrazy w tej książce szybko się rozwijają. Byłem tego świadkiem. Wiele z tego zostało sfotografowanych w Syczuanie, Guangzhu i Yunnanie, ponieważ te obszary większego Tybetu wyglądają teraz bardziej na Tybet niż Tybetański Region Autonomiczny. Chiny skoncentrowały się na atakowaniu Chin w TRA. Koczownicy zostali przesiedleni i przeniesieni do mieszkań. Ich styl życia się zmienia. Rzeczywiście tracą ogromne fragmenty swojej kultury.

Kanding, który niegdyś był bramą do Tybetu, stał się w dużej mierze miastem turystycznym Han, a tybetańska obecność ogranicza się do rozrywki dla turystów.

Kiedy robisz zdjęcia, ile nowoczesnego rozwoju trzymasz w kadrze?

Strzelam to wszystko. Ale moja historia to nie współczesne Chiny. Interesują mnie historie kulturowe i ochrona historii - rzeczy, które znikają. Robię to od 1982 roku i mam ogromną kolekcję fotografii, która jest prawie historią ostatnich 30 lat. W mojej kolekcji jest wiele zdjęć, których nie można już zrobić. Jeśli mam spuściznę, to znaczy, że udało mi się uratować kraj szybko znikający i nie będzie istniał za pięć lub dziesięć lat. Wszystko zmienia się tak szybko.

Czy w dzisiejszych czasach dziennikarzom nie jest trudno dostać się do Tybetu?

Bardzo. W tych okolicznościach miałem szczęście, że ukończyłem projekt w zeszłym roku. Od igrzysk olimpijskich doszło do przerw i zamieszek, a Chiny zamknęły Tybet na prawie rok. Czekałem na skrzydłach, strzelając do wszystkiego oprócz Tybetu, czekając tylko na pozwolenie, co w końcu zrobiłem. Teraz jest jeszcze trudniej.

Co następnie będziesz robiła?

Canal Grande, najdłuższy kanał na świecie. Najdłuższa sztuczna droga wodna. Znowu jest to mieszanka historii i zmian. Zawsze szukam kolejnej historii, a ona jest coraz trudniejsza do znalezienia.


Obejrzyj wideo: 3-5 Tybet: Zaginione cywilizacje.


Uwagi:

  1. Gladwyn

    Here and so it also happens :)

  2. Misbah

    quite accidental coincidence

  3. Antor

    Found a site with a question that interests you.



Napisać wiadomość