Za kulisami: inicjacja białego chłopca w japońskiej izakaya

Za kulisami: inicjacja białego chłopca w japońskiej izakaya


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Kiedy mężczyzna siedzący obok mnie kazał zdjąć koszulę, nie było jasne, w jakim kierunku zmierza wieczór.

Wpadłem do izakaya na drinka po pracy i do tej pory wszystko było przytłumione w typowy japoński szemr. Miejsce to nazywało się Kaze to Matsu, co oznacza „Wind and Pines”, tytuł z charakterystyczną poezją większości japońskich pubów (izakaya) nazwy. Wspomniałem tylko o moich badaniach kuchni japońskiej, że miałem w lodówce filet z makreli marynowany w occie, a teraz koszula mężczyzny spadała, odsłaniając ramię otoczone plemiennymi tatuażami, co jest zdecydowanie nietypowe dla Japonii.

"Przełączmy." Wepchnął we mnie swoją koszulę, czarną koszulkę polo z dwiema obszernymi kieszeniami przyszytymi z przodu. Pociągnąłem za krawat i pogrzebałem w rzędzie guzików. Mężczyzna przedstawił się jako Matsumia. Domyśliłem się, że to on jest właścicielem, opierając się na szacunku okazywanym mu przez gości i personel. Kiedy moja głowa wyłoniła się przez szyję koszulki polo, właśnie zapiął mój kołnierzyk.

- Bardzo fajnie - powiedział. „Więc tak czuje się nauczyciel angielskiego”. Nerwowo wygładziłem kieszenie koszulki polo. Zwrócił się do mnie. „Jesteś na zegarze. Idź idź!"

„Pierwsza zasada bycia szefem kuchni izakaya: napij się drinka!”

Uczyłem angielskiego w Japonii od około sześciu miesięcy, ale praca na dzień była przypadkowa. Byłem tam, żeby nauczyć się gotować. Ponieważ praktyki w restauracji zwykle nie dają wiz pracowniczych, przemyciłam się w garniturze i krawacie do pracy w szkole konwersacji po angielsku w Shizuoka City. Aż do tego momentu najbliższy infiltracji kuchni restauracji było zajęcie stołka barowego i zamiana moich wypłat na jedzenie i alkohol. Marzyłem o pilotowaniu jednej z ciasnych kuchni w kokpicie schowanych za barem. Kucharze byli bohaterskimi postaciami, parując wybuchy ognia żelazną patelnią w jednej ręce i mieszając highballs w drugiej.

Kuchnia w moim mieszkaniu została zaprojektowana tak, aby ułatwić przetrwanie na filiżance ramenu, ale niewiele więcej. W rzeczywistości był tak chroniony przed prawdziwym gotowaniem, że palnik elektryczny wyłączał się po 20 minutach i odmawiał obsługi przez kolejne 40 - lub dopóki nie upewniono się, że mieszkanie nie płonęło. Mimo to starałem się najlepiej, jak mogłem, w małych spazmach aktywności, grillowaniu ryb, gotowaniu warzyw korzeniowych, tłumaczeniu książek kucharskich i uczeniu się podstaw. Czerpałem z dwuletniego doświadczenia za barem sushi w Stanach i pomimo ograniczeń kuchni w moim mieszkaniu miałem teraz szalenie głęboki dostęp do nieznanych wcześniej świeżych ryb i japońskich produktów. Każda wycieczka do supermarketu miała egzystencjalny blask radości i możliwości dziecka w cukierni.

Zanim mogłem naprawdę ocenić sytuację, Matsumia obrzucił mnie za barem. Stojąc pod przyciemnionymi wisiorkami z całym gospodarzem przy barze wpatrującym się we mnie, zamrugałem jak żaba w świetle reflektorów.

Matsumia wstał, mając teraz na sobie moją marynarkę i wydostawszy się z górnego guzika koszuli. Rozchylił wyimaginowaną pelerynę mówcy - ten strój zainspirował jego pedagoga. „Pierwsza zasada bycia szefem kuchni izakaya: napij się drinka!” Odwrócił się w stronę mieszkającego tam barmana, wąsatego młodzieńca, świeżo po kilkunastu latach, rozłożył się, jakby brakowało mu sztywnej kości. - Tomi, pokaż mu.

Tomi zapalił swój blat i zawołał do mnie z drugiego końca baru: „Hej, daj spokój gaijin.” Gaijin dosłownie oznacza „osobę z zewnątrz” i jest japońskim słowem oznaczającym obcokrajowca. Tomi wskazał mi ręką wysokie pudełko, w którym znajdował się kran z piwem. Podczas gdy bary w Stanach mają od trzech do stu kranów do piwa, większość w Japonii instaluje tylko jeden. Goście po prostu mówią: „nama, ”Co oznacza„ świeże ”, a barman przynosi kufel tego, co jest w domu.

Ściana za kranem piwa była mozaiką ze szkła. Dłonie Tomiego wykonywały pozornie autonomiczne ruchy, chwytając kufel z wysokiej półki i otwierając w nim kaskadę piwa. Przez cały czas wpatrywał się we mnie śmiertelnie poważnym spojrzeniem, jakby mówił: „Co może być łatwiejszego niż to?” Nie mam żadnego mocnego dowodu, ale podejrzewam, że japońskie systemy draftu wstrzykują dużo więcej dwutlenku węgla niż w USA. Bez względu na to, jakie ruchy Tomi wykonywał na szkle, klaczka tylko do połowy, zanim wybuchła w pianę. Niewzruszony, wychlapał głowę i wznowił nalewanie. Po dwóch, trzech razach wypił kufel z idealną jednocalową piankową pianką.

Pozwoliłem kranowi wejść do mojej własnej szklanki, ale musiałem wylać około dwóch litrów piany, zanim wziąłem piwo do picia. Śmieci nie przeszkadzały Matsumii. Wiwatował mnie takimi zachęcającymi słowami, jak: „Nie możesz pić piany, gaijin. Spróbuj ponownie!"

W końcu zrozumiałem to dobrze i natychmiast utonąłem w refrenie „Nama!”Od gości baru. Napełniam kufel za kuflem, często spoglądając na Tomi, która rzuca się na jedzenie. Wąska alejka za barem miała całą charyzmę sceny teatralnej, z rekwizytami takimi jak kran do piwa, kuchenka, frytkownica i bezzębna, uśmiechnięta salamandra wisząca w rogu. Podobnie, tylna ściana mogła być pomalowanym zestawem przedstawiającym, jak ciasno upakowane były garnki i patelnie, torby ryżu i sezamu, butelki na sos sojowy i sake oraz kanistry z przyprawami. Nawet blat barowy był pomysłowo zastawiony plecionymi koszami z produktów dnia - przypominających klejnoty kolory pomidorów, papryki, łopianu i korzeni imbiru, daikon i grzybów. Publiczność na stołku barowym piła w widowisku, wykrzykując rozkazy i drwiąc mnie pogawędką pomimo kropelek nerwowego potu zbieranych na mojej twarzy.

    - Co dziś jest świeże?
    - Jak długo mieszkasz w Japonii?
    - Dlaczego umiesz mówić po japońsku?
    - Pogoda w Shizuoce jest dobra, co?
    - Czy twoje oczy są naprawdę niebieskie, czy te kolorowe kontakty?

Spędziłem kilka godzin robiąc drinki i rozmawiając z klientami. Matsumia ponaglił mnie, abym krzyczał „Irashaimase!, ”Typowe powitanie dla każdej osoby, która weszła. Zakrztusił się śmiechem, kiedy gapili się na bladą, niebieskooką, brązowowłosą postać za barem.

Tomi pokazał mi, jak zrobić highballs z zielonej herbaty shochu, rodzaj likieru podobnego do wódki, destylowany z ryżu, batatów lub pszenicy. Zmieszałam cassis z czerwonym winem i suszoną papryczką chili ze słodkim ziemniakiem shochu. Matsumia zapewniała nowo przybyłych, że jestem kompetentnym barmanem w obliczu nieudolnych dowodów przeciwnych.

Około drugiej w nocy Matsumia szarpnął kołnierzyk koszuli i zaczął rozpinać guziki. „Mam dość tej sztywnej koszuli. Przełączmy się z powrotem ”. Wsunąłem się w garnitur i usiadłem na stołku, by napić się ostatniego drinka.

Zacząłem pracować w Kaze to Matsu w każdy weekend. Niedziela stała się znana jako Dzień Gaijin.

Zachwiałem się sennie, wypijając pół tuzina kufli z zamówienia Matsumii, żeby mieć pełną szklankę. Kaze to Matsu było otwartymi drzwiami, których szukałem. Mimo to nie czułem, że faktycznie przez to przeszedłem; Nie nauczyłem się jeszcze niczego gotować. Poza tym, nawet pośród upojnej mgiełki wieczoru, zdawałem sobie sprawę, że zostałem podparty za barem jako rozrywka, akt żonglerki małpą. Nawet otoczony milionami ludzi mieszkaniec Zachodu łatwo czuje się odizolowany w japońskiej kulturze wysokiego kontekstu, czuje się schłodzony przy każdym żelaznym pręcie bramy kultury, która czyni go „osobą z zewnątrz”. Czułem jednak, że znalazłem wpis. Pomogło myśleć o spektaklu jako o wywiadzie.

Następnego ranka miałem lekcje, więc wymówiłem się i uregulowałem rachunek. Matsumia odprowadził mnie do drzwi. Zaczął padać lekki deszcz - jedna z częstych zasadzek, które zdarzają się latem. Matsumia nagle stała się posępna i rodzicielska. Nalegał, żebym wyjął parasol ze stojaka przy drzwiach. „Klienci są pijani. Nie zauważą - uśmiechnął się. Ćwiczyłem mały ukłon wdzięczności i pożegnania, którego się nauczyłem, obiecując, że wrócę i zwrócę parasol.

- A więc to obietnica. Dbać." Zniknął za długą zasłoną zawieszoną nad wejściem.

Wróciłem tamtego czwartkowego wieczoru i zjadłem kolację składającą się z pikantnej fermentowanej kałamarnicy i marynowanej owsianki ze śliwkami, po czym powtórzyłem rutynę „zamiany” z Matsumią, która pracowała za barem z Tomim. Tym razem nabrałem więcej odwagi i zapytałem pomiędzy nama leje, gdybym mógł nauczyć się robić coś prostego. Mastumia wzruszył ramionami.

„Zrób mi ziemniaka shochu, skały, a wtedy Tomi cię nauczy ”. Wrzuciłem kilka kostek lodu do szklanki, ochlapałem trunkiem i postawiłem go przed nim. „Co lubisz pić?” Wymruczałem, że ziemniak shochu też brzmiało dobrze. Oczy Matsumii błyszczały. „Shibui… ”To znaczy coś pomiędzy„ cool ”a„ classic ”. - Śmiało - powiedział. - I Tomi, pokaż mu, jak zrobić omlet na.”

Tomi spojrzał na mnie, kiedy się poruszyłem shochu do szklanki ze skałami. „Jesteś dziwny gaijin. To nie jest ziemniak shochu zbyt śmierdzący? ” Powiedziałem, że bardzo pachnie whisky. - Tak, dokładnie - powiedział. „Śmierdzący”.

Danie zaczęło się od dwóch ubitych jajek, do których Tomi polecił mi dodać trochę startego imbiru, cebulki i odrobinę sosu sojowego. "Słuchać, gaijin. ” Napompował się, a następnie potoczył przez udawaną lekcję w stylu klasowym, instruując mnie, żebym zmieszał sos sojowy, sake, cukier i sól w garnku z gotującą się wodą. Do tego dodaliśmy papkę ze skrobi ziemniaczanej, która zamieniła mieszankę w lepką zupę.

Gotowym daniem był zanurzony ugotowany omlet na. Matsumia poprosiła o następną shochu pójść z nim na obiad. Siedziałem w barze do 3 nad ranem, popadając stopniowo w odurzenie z Tomim i Matsumią, podczas gdy nasza rozmowa wędrowała po bezkresie Ameryki i kulinarnych kanonach Japonii.

Doświadczyłem przelotnej chwili koleżeństwa. Przez chwilę nie byłem gaijinem.

Kiedy sprzątaliśmy bar, zawijaliśmy filety rybne w celofan i szorowaliśmy podłogi, doświadczyłem ulotnej chwili koleżeństwa. Przez chwilę nie byłem gaijin. Jedliśmy razem, piliśmy razem i dzieliliśmy piracką komunię miłośników jedzenia mieszkających w restauracjach. Oczywiście wyglądałem inaczej i mówiłem z akcentem, ale dlatego, że gotowałem na, jedz sfermentowane kalmary i pij ziemniaki shochuwszystkie kulturowe pułapki zniknęły z pola widzenia.

Zacząłem pracować w Kaze to Matsu w każdy weekend. Niedziela stała się znana jako Dzień Gaijin; Matsumia pozwalał mi samodzielnie prowadzić bar, podczas gdy on pił po drugiej stronie kontuaru. Po kilku tygodniach kazał mi towarzyszyć mu na targu rybnym, aby wyłowić makrele, małże i ślimaki morskie. Kilka tygodni później wysłał mnie tam samego, bym kupił akcje dnia. On i Tomi byli bliscy krwotoku, kiedy wróciłem z workiem ostroboka, pędami imbiru i twarogiem fasolowym na gotowane na parze kulki tofu. „Co za dziwne gaijin," oni powiedzieli. „Czy na pewno nie jesteś Japończykiem?”

Ta uwaga brzmiała jak szczęknięcie zamka. Z pewnością widzieli mnie teraz inaczej; brama, która zarówno mnie izolowała, jak i skrywała kulinarne sekrety, których szukałem, zaczęła się otwierać. Jednak nie był gotowy do otwarcia daleko. Pierwszą imprezą, która przybyła tej nocy, była grupa młodych kobiet na urodziny. Kiedy usiedli przy stole, Matsumia zabrał mnie do skupiska konspiratorów, jego twarz była słabo oświetlona figlarnym blaskiem.

"Hej, gaijin, idźcie zaśpiewać tym dziewczynom wszystkiego najlepszego. Po angielsku. To będzie… usługa! ” Kąciki jego ust zadrżały na tę wesołość.

Pozostała jeszcze długa droga, zanim brama zostanie otwarta na tyle szeroko, aby ktoś mógł wejść. A posunięcie się tak daleko może nawet nie być możliwe. Ale z drugiej strony nadal dostawałem to, czego chciałem i byłem szczęśliwy, mogąc po prostu usiąść i uczyć się na każdym otwarciu, na jaki mogłem.


Obejrzyj wideo: JAPOŃSKIE MORDERCZE UPAŁY!


Uwagi:

  1. Kitilar

    Przepraszam, ale moim zdaniem się mylili. Napisz do mnie w PM, rozmawia z tobą.

  2. Kegor

    absurd, ponieważ to

  3. Loxias

    Mój przyjacielu, jest o czym pisać, ale tak! Piątka!

  4. Ryton

    Trafiłeś w znak. Doskonała myśl, zgadzam się z tobą.



Napisać wiadomość