Literacka pielgrzymka: W poszukiwaniu Nowej Zelandii Janet Frame

Literacka pielgrzymka: W poszukiwaniu Nowej Zelandii Janet Frame


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

W TYGODNIACH przed lotem do Nowej Zelandii trudno mi było wyjaśnić powód mojej podróży, która nie miała nic wspólnego z plecakiem, surfingiem, hobbitami czy owcami.

Zamierzałem prześledzić życie jednej z moich bohaterów literackich, Janet Frame, która jest prawdopodobnie największą pisarką Nowej Zelandii. Jej inspirująca historia została opisana najpierw w jej mistrzowskiej autobiografii, a następnie w przejmującej adaptacji filmowej Anioł przy moim stole przez innego niezwykłego artystę Kiwi, reżyserkę Jane Campion.

Janet Frame, jedna z pięciorga dzieci w bardzo biednej rodzinie wiejskiej w Nowej Zelandii, była bystrą, ale niezwykle introwertyczną młodą kobietą, która została błędnie zdiagnozowana jako schizofrenik podczas studiów w latach czterdziestych XX wieku. Po ośmiu latach spędzonych w różnych szpitalach psychiatrycznych, podczas których była leczona elektrowstrząsami, Frame miała przejść lobotomię, kiedy jej debiutancki zbiór opowiadań zdobył główną nagrodę literacką. Wkrótce potem lobotomia została odwołana, a Frame została wypisana ze szpitala i pozostawiona, by odbudować jej życie. Później została światowej sławy powieściopisarką, dwukrotnie nominowaną do nagrody Nobla.

Co jest takiego w twórczości i pisarstwie Frame, że tak głęboko uderza w jej oddanych wielbicieli? Po części tego szukałem, lecąc do Auckland.

Zdjęcie: Autor

Kiedy miałem 18 lat, Frame's Autobiografia (i film Campiona) dodało mi odwagi, by kontynuować karierę jako pisarz. W szczególności zainspirowała mnie determinacja Frame, by twórczo wyrażać się poprzez język, pomimo środowiska, które wydawało się w najlepszym przypadku obojętne, aw najgorszym otwarcie wrogie.

Od kilku lat sumiennie pracowałem, aby spełnić swoje marzenie. Po ukończeniu studiów magisterskich z kreatywnego pisania udało mi się sprzedać dwie własne książki beletrystyczne, a także kilka fragmentów tekstów tu i ówdzie. Wystarczyło, że kiedy ludzie pytali, czym się zajmuję, czułam, że mogę powiedzieć „jestem pisarzem” bez zbytniego wstydu. Chyba że zapytali wtedy: „Czy napisałeś coś, o czym słyszałem?”

Ostatnio jednak czułem, że zawód, do którego zostałem przeszkolony, zanika. W erze iPada i iPhone'a wydawało się, że świat ma mniej czasu lub mniej troszczy się o prozę lub to, co coraz częściej nazywa się „treścią”. Po co opowiadać historie, jeśli nie należałeś do nielicznych wybranych pomazańców, którzy pożerali ostatnie fragmenty mediów i krytycznej uwagi, jaką w dzisiejszych czasach poświęcali twórcom powieści? Po co tak ciężko pracować nad sformułowaniem zdania, skoro nikt nie chciał go przeczytać?

Krótko mówiąc, poważnie rozważałem rezygnację, odrzucając wszystko, na co tak ciężko pracowałam.

Ale najpierw musiałem pojechać do Nowej Zelandii i złożyć hołd niezwykłej kobiecie, która pomogła mi rozpocząć moją literacką podróż.

* * *

Przyleciałem inauguracyjnym lotem Hawaiian Airlines z Honolulu do Auckland, gdzie powitało nas dwóch agentów granicznych, spryskując naszą kabinę puszkami środka dezynfekującego w aerozolu, a przy bramie banda Maorysów, których mrożące krew w żyłach okrzyki wojenne stopniowo rozpływały się w pieśni Witamy.

Następnego ranka jechałem autobusem przez lśniący most Harbour Bridge z centrum miasta do niegdyś wiejskiego North Shore i pierwszego przystanku na mojej trasie Janet Frame. Po stronie ruchliwej Esmonde Road, lekko zamaskowanej przerzedzającym się żywopłotem, znajdował się dawny dom autora Franka Sargesona, uważanego za ojca chrzestnego literatury nowozelandzkiej.

To właśnie tutaj w 1955 roku, krótko po zwolnieniu z Seacliff Lunatic Asylum, Janet Frame znalazła schronienie, rozpoczynając długie i trudne przejście od przerażającej psychicznie chorej do samowystarczalnej artystki.

Z subtropikalnym słońcem w oczach okrążyłem dom, prostą szarą skrzynkę z niejednolitym trawnikiem, aż przybył miejscowy bibliotekarz z kluczem. Wewnątrz dom składał się z trzech ciasnych brązowych pokoi, na ścianach kwitły zacieki. Moje ręce drżały, a oczy łzawiły. Czułem się, jakbym wkraczał do starej, ulubionej bajki.

Rozległo się pukanie do tylnych drzwi. Martin Cole, chrześniak Sargesona, wpadł, żeby się przywitać. „Nie można dziś zbudować takiego domu” - powiedział. „To wszystko azbest”.

Zdjęcie: Autor

Cole powiedział nam, że jego ojciec chrzestny był adwokatem aż do aresztowania go za nieprzyzwoitość (tj. Seks gejowski) w publicznej toalecie. Po aresztowaniu Sargeson zrezygnował z kariery, stylu życia, a nawet swojego starego nazwiska i przeniósł się do rodzinnego „bacha” - nowozelandzkiego slangu na letni dom - aby na pełny etat pisać beletrystykę. Tutaj, w tym maleńkim spartańskim domku, mieszkał aż do swojej śmierci w 1982 roku, utrzymując się ze skąpych dochodów z pisania oraz z ogrodu warzywnego, w którym uprawiał tak egzotyczne europejskie rośliny jak pomidory i cukinia.

Cole wyjaśnił dalej, że przed otwarciem mostu Harbour Bridge w 1959 roku North Shore był sennym obszarem rolniczym w większości odciętym od głównego miasta Auckland, a Esmonde Road - cichą ślepą uliczką kończącą się w namorzynowym bagnie. . Ten tani, odizolowany obszar przyciągnął społeczność pisarzy pragnących wieść cygańskie życie bez ograniczeń nowozelandzkich konwencji klasy średniej.

Ponadto, jako otwarcie homoseksualny mężczyzna w kraju, w którym homoseksualizm był karany do 1986 r., Sargeson dźwigał dodatkowy ciężar. „Pamiętam, jak kiedyś rozległo się ciężkie pukanie do drzwi i cała jego twarz pobladła” - powiedział Cole. „Bał się, że to policja”.

W Janet Frame Frank Sargeson zobaczył innego odmieńca, artystę, który mógł się rozwijać tylko dzięki przetrwaniu na marginesie społeczeństwa. Zaprosił ją, aby zamieszkała w szałasie (obecnie zburzonym) w jego ogrodzie, aby bez przeszkód pracować nad jej pisaniem.

W ciągu 16 miesięcy, które mieszkała z Sargesonem, przedstawił ją innym pisarzom, pomógł jej ubiegać się o zasiłki rządowe i zachęcał przykładem, by traktowała pisanie jako codzienną praktykę. W rzeczywistości w niej Autobiografia, Frame wspomina, że ​​czuła się tak zaniepokojona wykonaniem pracy, że gdyby usłyszała przechodzącego Sargesona, rzuciłaby się do swojej maszyny do pisania i zaczęła pisać ćwiczenia.

Mieszkając z Sargesonem, Frame napisała i sprzedała swoją pierwszą powieść, Sowy płaczą. Jedna z książek w domu zawierała kopię uderzająco nieśmiałego listu motywacyjnego, który skomponował Frame, prosząc swojego pierwszego wydawcę o rozważenie jej powieści:

Może mógłby zostać opublikowany, chociaż rozumiem, że publikowanie w Nowej Zelandii jest obecnie w złym stanie. Mam ci to wysłać?

Zastanawiałem się, co jest gorsze: publikowanie w Nowej Zelandii lat 50. czy w Nowym Jorku w 2013 roku?

W końcu obaj pisarze zmęczyli się sobą. (Być może Sargeson był zazdrosny, że kariera Frame'a wypierała jego własną, podczas gdy Frame drażniła się pod czasami miażdżącej krytyki jej mentora). Z pomocą Sargesona Frame wygrała grant na podróż do Europy i popłynęła do Anglii.

Po mojej wizycie spacerowałem po pagórkowatych ulicach North Shore, podążając trasą oznaczającą domy znanych autorów nowozelandzkich, w tym poetę Kevina Irelanda, który pozostał w chacie po wyjściu Frame'a. Zatrzymałem się na plaży, gdzie 50 lat temu Janet Frame siedziała, wpatrując się z niepokojem w wulkaniczną wyspę Rangitoto, podczas gdy Sargeson czytał jedną ze swoich historii, poruszający „Elektryczny koc”. (Przeklął go ze słabą pochwałą jako „całkiem niezły w swoim rodzaju”, a ona nigdy więcej nie pokazała mu swoich szkiców.)

W 2013 roku w Nowej Zelandii Sargeson mógł podróżować po zatłoczonych gejowskich barach na Karangahape Road lub czytać w gazecie o zbliżającym się głosowaniu w Parlamencie za zalegalizowaniem małżeństw osób tej samej płci. Ale w Nowej Zelandii swego czasu zapłacił wysoką cenę za pracę i życie na swój własny sposób, prowadząc surową egzystencję, często unikaną lub ignorowaną przez wydawców i publiczność. Jego chrześniak powiedział mi, że umarł mając zaledwie kilka dolarów na koncie bankowym.

A jednak to, co mały Sargeson posiadał pod względem pieniędzy, koneksji, a nawet majątku, chętnie dzielił się z potrzebującymi, w wyniku czego zarobił na własne małe królestwo przyjaciół i wielbicieli. Każdy pisarz z North Shore odwiedzał ten malutki szary dom aż do śmierci autora w 1982 roku.

Kiedy płynąłem promem z powrotem do centrum Auckland, rozważałem hojność i wytrwałość Sargesona, jego dążenie do służenia innym i kontynuowania pracy, nawet jeśli niewielu ludzi wiedziało lub o to dbało.

Być może oddając wszystko, co miał, nauczył się, jak niewiele naprawdę potrzebował. Dzięki poświęceniu znalazł siłę, by iść dalej do końca, kiedy inni mogliby rzucić grę w połowie.

* * *

Lecąc do Dunedin, drugiego co do wielkości miasta na Wyspie Południowej w Nowej Zelandii, wciąż drżałem po porannym skoku na bungee z mostu Harbour Bridge w Auckland z kilkoma moimi nowymi przyjaciółmi z Hawaiian Airlines. Atak na moje nerwy trwał dalej, kiedy wypożyczyłem samochód i po raz pierwszy jechałem lewą stroną jezdni. Moją największą regulacją było znalezienie kierunkowskazu, który znajdował się po przeciwnej stronie kierownicy. Za każdym razem, gdy chciałem zmienić pas, włączałem wycieraczki.

W 1943 roku Janet Frame przyjechała tu ze swojego domu w małym miasteczku Oamaru, aby zapisać się do Dunedin Training College. Chociaż jej pozornym celem było zostanie nauczycielką, jej prawdziwą pasją były kursy z literatury, które pobierała na boku na prestiżowym Otago University, najstarszym uniwersytecie w Nowej Zelandii.

W Dunedin Frame po raz pierwszy trafił do szpitala dla obłąkanych. Miało to miejsce w okresie intensywnego żalu z powodu śmierci siostry w wyniku utonięcia i jej wstrętu do tego, co wydawało się jej przeznaczeniem jako nauczycielem. Po latach jako odnosząca sukcesy pisarka wróciła do miasta, gdzie w 2004 roku zmarła w wieku 79 lat.

Podobnie jak Auckland, obrzeża Dunedin mają swój udział w szarej betonowej architekturze, ale w centrum jest znacznie więcej uroku, dzięki wpływom szkockich budynków z brązowej cegły, zwieńczonych gotyckimi iglicami.

W ten weekend odbywał się Festiwal Teatrów Fringe, a studenci w ekstrawaganckich strojach różowych, złotych i podszytych futrem przechadzali się obok barów i kawiarni na świeżym powietrzu przy Princes Street i centralnym placu miasta, Octagon. Ich zuchwałość przypomniała mi mój własny czas na studiach w Ann Arbor, gdzie z niepokojem przedstawiałem swoje wyznaniowe historie na zajęciach z kreatywnego pisania i marzyłem o tym, by zobaczyć swoje nazwisko na grzbiecie powieści.

Po zameldowaniu się w hotelu przeszedłem przez kampus, a potem oddaliłem się od centrum, na próżno szukając domu, w którym Janet przebywała jako studentka, domu jej cioci Isy w alei zwanej Garden Terrace, która już nie istnieje.

Młodej Janet ten cudownie brzmiący adres obiecywał wypełniony światłem domek z widokiem na tarasowy ogród, ale w rzeczywistości dom był obskurnym, wąskim budynkiem w złej części miasta, podobno uczęszczanym przez prostytutki i uzależnionych od chińskiego opium.

Zdjęcie: Autor

Nie mogłem odgadnąć, gdzie był dom, więc wspiąłem się na strome wzgórze na Cmentarz Południowy, gęsto porośnięty drzewami i popękanymi nagrobkami, pochylonymi pod dziwnymi kątami. Tutaj, na tym cmentarzu na wzgórzu, który już w jej czasach wyszedł z użytku, Frame uciekła ze swojego mieszkania, by pisać wiersze. Wykorzystała również popękane nagrobki jako kryjówkę dla brudnych podpasek higienicznych, ponieważ była zbyt zawstydzona, by dać je cioci do spalenia.

Mogłem sobie wyobrazić Frame w swoim żywiole tutaj, spoglądającego na miasto, w stronę morza, jak królowa rządząca swoim królestwem, a nie nieśmiała dziewczyna ze wsi, zagubiona w zamieszaniu kampusu.

W drodze powrotnej do miasta minąłem Grand Hotel, w którym Frame pracowała kiedyś jako kelnerka, pisząc w wolnym czasie opowiadania i wiersze. Niegdyś elegancka restauracja została zamieniona w dość smutne kasyno.

Swoją podróż zakończyłem na ozdobnym dworcu kolejowym, którego wspaniały styl przyniósł architektowi przydomek „Gingerbread George”. Tego wieczoru odbywał się tam pokaz mody, a gdy zbliżyłem się do wejścia, młody mężczyzna w ciemnym garniturze podniósł notatnik, żeby sprawdzić moje nazwisko na liście gości. Nie zostałem zaproszony. Byłam nikim.

„Nie obchodzi mnie twój pokaz mody” - warknąłem. „Szukam tablicy poświęconej Janet Frame”. Wyglądał na zdezorientowanego. „Autor z Nowej Zelandii” - wyjaśniłem.

- Zaczekaj tutaj - powiedział. „Znajdę kogoś, kto wie”.

Przyprowadził starszego mężczyznę, który pracował na stacji. "O tak. Janet Frame - powiedział. „Anioł przy moim stole. Niesamowity film. Czy nie było tak z Kate Winslet? Kiedy dopiero zaczynała? ”

„Nie, myślisz o Niebiańskie stworzenia," Powiedziałem.

„Jestem pewien, że to była Kate Winslet” - powiedział.

Mylił się co do filmu, ale wskazał mi tablicę, metalową płytkę wielkości cegły w ziemi. Fashionistki omijały go w drodze na przyjęcie z szampanem na dworcu, gdzie Frame, córka kolejarza, kupowała kiedyś „bilety uprzywilejowane”, by jeździć tam iz powrotem podczas weekendowych wizyt w domu.

Zrobiłem zdjęcie i wróciłem do hotelu. To była sobotnia noc w Dunedin, najlepszy czas na imprezowanie, ale spędziłam wieczór sama w swoim pokoju, oglądając klipy z Frame jako kobieta w średnim, a potem starszym wieku, przemawiając z cichym autorytetem i od czasu do czasu nerwowo się śmiejąc przeważnie unikane, zaciekle chroniące jej prywatność.

Nie przejmowała się wartościami naszego świata, ponieważ miała swój własny świat wyobraźni, który nazwała „Miastem Lustrzanym”, odbiciem naszego świata, a przez swoje odbicie również jego oskarżeniem.

Janet Frame nie obchodziły plakietki czy przyjęcia, na które była lub nie była zapraszana. Więc dlaczego to zrobiłem?

* * *

W Nowej Zelandii panowała trwająca od dwóch miesięcy susza, w wyniku której jej charakterystyczne zielone wzgórza zmieniły się w trzaskający brąz. Jednak kiedy jechałem z Dunedin do wioski rybackiej Oamaru, niebo rozpętało wściekłą burzę, jakby chciał nadrobić zaległości za ostatnie dwa miesiące.

Głównymi atrakcjami Oamaru (z akcentem na „u”, 13 000 mieszkańców) jest wiktoriańska architektura i stado uroczych maleńkich niebieskich pingwinów, które wędrują tam iz powrotem między oceanem a rezerwatem przyrody.

Zmarznięty i mokry zameldowałem się w hostelu, gdzie wyjaśniłem młodemu człowiekowi przy ladzie, dlaczego przyjechałem do miasta.

„Jesteś pierwszą osobą, która kiedykolwiek to powiedziała, a ja pracuję tu przez jakiś czas”, powiedział mi, mimo że minąłem na drodze kilka znaków z napisem „Janet Frame Heritage Trail”, a także stos broszur Janet Frame Walking Tour, gdy wszedłem przez frontowe drzwi. „Sam nigdy nie czytałem Janet Frame, chociaż wiem, że powinienem. Obejrzałem część filmu, ale jakość nie była wystarczająco wysoka, aby go ukończyć ”.

Poleciłem mu kilka książek Frame, ale uśmiechnął się z poczuciem winy.

„Może po prostu przeczytam twój artykuł”.

Był dzień św. Patryka i chociaż zostałem tego wieczoru, czytając powieść Frame'a Pachnące ogrody dla niewidomych, większość pozostałych gości odważyła się uderzyć do barów w ponurą pogodę. Następnego ranka nadal mocno spali, kiedy szedłem do biura turystycznego Oamaru, gdzie miałem spotkanie o godzinie 9 z lokalnym historykiem i ekspertem Janet Frame, Ralphem Sherwoodem.

- Ach, oto mój mężczyzna - powiedział Ralph, elegancki starszy pan w tweedowej czapce gazeciarza, schludnej muszce i przystrzyżonej śnieżnobiałej brodzie. Po gorącym uścisku mojej dłoni, wyjaśnił nam poranny program: czterogodzinną pieszą wycieczkę po mieście, w którym Janet Frame spędziła swoje młodzieńcze dzieciństwo, mieście, które na dobre lub złe poinformowało o wszystkim, co napisała po tym, jak opuściła je na stałe.

Kiedy szliśmy główną ulicą Thames Street, a potem skręcaliśmy w Eden, a potem w Chalmer, Ralph okresowo cytował opowiadania Frame'a, powieści i autobiografię. Chociaż znaki się zmieniły, duża część architektury wyglądała tak, jak Janet widziała ją w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku.

Oto tani teatr (obecnie opera), do którego jako dziecko chodziła na filmy klasy B i marzyła o zostaniu gwiazdą filmową. Tutaj znajdowało się gabinet kręgarza (nadal gabinet kręgarza, nadal prowadzony przez tę samą rodzinę), do którego matka Janet zabierała swojego brata na próżno, próbując wyleczyć jego padaczkę. Tutaj znajdował się budynek rządowy (obecnie zamknięty), w którym jako osoba dorosła z pewnym zażenowaniem próbowała odebrać od rządu swoją rentę inwalidzką. Oto łaźnie miejskie (obecnie park deskorolkowy), w którym utonęła pierwsza siostra Janet.

Żaden film Anioł przy moim stole został zastrzelony w Oamaru, co było źródłem wielkiego rozczarowania. „Wszystko działo się na Wyspie Północnej Nowej Zelandii”, narzekał Ralph. „Na Wyspie Południowej jest wyjątkowe światło, ponieważ odbija się od polarnych czap lodowych Antarktydy. Więc w filmie jest źle, a ludzie tutaj mogą to stwierdzić ”.

Jednak Janet Frame nie zawsze była tak popularna w mieście. Kiedy rodzina Frame przeniosła się do Oamaru z południowego zaplecza Nowej Zelandii, z powodu dzikich manier dzieci i nieco luźnych poglądów rodziny na higienę, byli znani jako „dzikie Ramy”.

Jak to ujął Ralph, „matką Janet Frame nie była Martha Stewart”.

Gość w domu Frame przy Eden Street 56, obecnie muzeum, napotkałby hałaśliwy i ciemny, brudny dom śmierdzący nocnikami, którego nie opróżniono od kilku dni. Było to w czasie, gdy dobre gospodynie domowe z Nowej Zelandii miały poświęcać różne dni tygodnia na różne prace domowe (poniedziałek na pranie, wtorek na prasowanie, środę na szycie itp.).

Zdjęcie: Autor

Dziś jednak Eden Street 56 ma dostojny spokój. Spacerując po cichych teraz pokojach, w których Janet, jej trzy siostry i brat bawili się, kłócili i marzyli, odczułem znacznie więcej ciepła i nostalgii, z jaką Frame pisała o jej dzieciństwie, niż z drugą, ciemniejszą stroną. Musiałem sobie wyobrazić.

W tylnej sypialni, która kiedyś należała do dziadka Janet, stało blond drewniane biurko, którego Janet używała jako osoba dorosła i które podarowała muzeum.

- Siadaj - zachęcił mnie Ralph, więc tak zrobiłem, patrząc na ogród z tymi samymi gruszami i śliwami, o których czytałem w jej pismach. Dalej znajdowało się strome wzgórze, na które Janet wspinała się i spoglądała na swoje miasto, które nazwała swoim „królestwem morza” na podstawie wersu z „Annabel Lee” Edgara Allena Poe.

Kiedy się rozejrzałam, w kuchni zaserwowała nam herbatę i ciasteczka od Lynley Hall, łaskawego obecnego kustosza muzeum. (Jej poprzednikiem był Ralph, który zajmował to stanowisko podczas pierwszych siedmiu lat istnienia muzeum). Kiedy piliśmy herbatę obok pojemnika na węgiel, gdzie Janet siedziała szczęśliwie godzinami zwinięta w kłębek z książką, dwaj kustosze rozmawiali o gości domu, którzy przybyli z tak daleka, jak Chiny, Polska, Francja i Ameryka.

„Musisz chcieć tu przyjechać” - powiedział Ralph. „Musisz o tym wiedzieć. Wiele osób wzrusza się do łez. Inni idą frontowym przejściem, zatrzymują się, robią zdjęcie, ale nie mają odwagi wejść. ”

Zobaczyłem, co miał na myśli, kiedy następnego ranka wróciłem, żeby obejrzeć dom w słońcu. Gdy tylko zaparkowałem samochód, zobaczyłem, jak kobieta i mężczyzna wysiadają ze swoich i zbliżają się do domu. Kobieta zrobiła zdjęcie, stała tam przez minutę, a potem poszła za mężem z powrotem do samochodu i odjechali.

Kiedy ostatni raz spojrzałem na dom z drugiej strony ogrodzenia, poczułem, jak coś porusza się w mojej piersi. Taki mały, prosty, nieopisany, bladożółty dom w małym, prostym miasteczku w Nowej Zelandii, o którym niewielu ludzi kiedykolwiek słyszało. To stąd Janet Frame czerpała inspirację przez całe życie. Była na tyle spostrzegawcza, że ​​zauważyła jego codzienną magię, którą wszyscy przeoczyli.

Gdyby tak zwyczajne miejsce mogło posłużyć za podstawę tak niezwykłej kariery, to z pewnością w moim życiu było wystarczająco dużo pożywienia, aby mnie utrzymać, gdybym tylko był skłonny do tego spojrzeć.

Więc co to było, czego nie widziałem? I dlaczego nie byłam na tyle odważna, żeby spróbować to zobaczyć?

Moim ostatnim przystankiem podczas mojej wycieczki po Janet Frame był szpital psychiatryczny w Seacliff.

* * *

Droga do Seacliff wije się i zawraca w poprzek torów kolejowych między Oamaru i Dunedin. W swojej autobiografii Frame wspomina, że ​​jechała tą przejażdżką wiele razy przed i po jej pobycie w azylu i za każdym razem, gdy pociąg mijał stację Seacliff, myślała, że ​​„są tam wariaci”. trudno powiedzieć, kto był wariatem ”.

Seacliff Asylum for Lunatics (jak się wtedy nazywano) został założony w 1879 roku i został zbudowany na wzór rozległego szkockiego zamku w stylu neogotyckim, otoczonego bujnymi ogrodami. Został on położony na szczycie wzgórza z widokiem na morze przez drzewa otaczające posiadłość. Gdybyś nie wiedział lepiej, mógłbyś założyć, że to kurort.

Zdjęcie: Autor

Jednak portret Seacliff narysowany przez Frame w jej piśmie jest niewątpliwie przerażający. Opisuje strażników jako w najlepszym przypadku obojętnych, aw najgorszym sadystów. Pacjenci byli bici za zwilżanie łóżka lub grożono radykalnymi zabiegami medycznymi, od elektrowstrząsów po sterylizację i lobotomię.

Pacjenci byli przenoszeni z łóżek do pokoju dziennego i poddawani elektrowstrząsom, takim jak towary konsumpcyjne toczące się po fabrycznej linii montażowej, co może wyjaśniać, w jaki sposób Frame był błędnie diagnozowany przez tyle lat. W rzeczywistości w pewnym momencie jej proza, z jej luźnym strumieniem stylu świadomości i niezwykłymi metaforami, została uznana za potwierdzenie jej szaleństwa.

Fakt, że Frame rzeczywiście opublikował książkę, nie wystarczył, aby nadgorliwy lekarz umówił ją na lobotomię. Dopiero po tym, jak pojawiła się na pierwszych stronach gazet, gdy książka zdobyła nagrodę literacką, lobotomia została odwołana, mając tylko kilka dni do stracenia.

Niepewne położenie Seacliff na zboczu wzgórza, które powoli ulegało erozji w morzu, ostatecznie doprowadziło do jego zagłady. Po latach pęknięć w ścianach i fundamentach przytułek został ostatecznie zamknięty, a jego budynki zrównane z ziemią. Miejsce to zostało następnie przekształcone w rezerwat przyrody, nazwany na cześć jednego z pierwszych dyrektorów azylu, Truby Kinga.

Dziś nie ma parkingu dla rezerwatu Truby King, którego znak jest do połowy zasłonięty gęstym krzakiem, a podjazd odcięty jest od drogi przez zamkniętą bramę. Zaparkowałem na poboczu drogi i poszedłem krótką ścieżką do połaci świeżo skoszonej trawy, przedzielonej betonowymi rzędami. Po obejrzeniu starej fotografii terenu, zdałem sobie sprawę, że stoję bezpośrednio przed miejscem, w którym znajdował się azyl. Betonowe linie na trawie były pozostałością po fundamentach budynku.

Szeroki trawnik, wiatr szeleszczący wśród drzew, widoki na góry, aw oddali morze - wszystko było bujne, piękne, a nawet romantyczne - jeśli nie wiedzieliście, co się na nich działo. Rozglądałem się wokół, zastanawiając się, co Janet tu widziała i czego doświadczyła. Czy mogła zobaczyć morze?

Zszedłem ścieżką prowadzącą do małego lasu, gdzie usłyszałem nawiedzony, trzepotliwy krzyk dzikich ptaków odbijający się echem wśród drzew. Przed sobą zobaczyłem kobietę w średnim wieku wyprowadzającą swoje dwa psy. Duch Janet? Nie, zawsze była kotem.

Dalej, pośrodku lasu, zobaczyłem coś małego i ciemnobrązowego, osadzonego w skale na ziemi. Pochylając się nad nim, zdałem sobie sprawę, że to niewielka tabliczka z cytatem z jednej z powieści Janet Frame, opartej na jej czasie w Seacliff, Twarze w wodzie:

Zdjęcie: Autor

To, co podoba mi się w tym cytacie i ogólnie w piśmie Frame, to sugestia, że ​​cały świat to azyl. Tak jak pacjenci w Seacliff ooh i aah przez rzut oka na pranie lekarza, my także chichoczemy z podekscytowania skandalami z celebrytami lub tanimi wygodami materialnego świata, takimi jak nasze iPady, Uggs i ulubione reality TV. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w naszej obsesji na punkcie rzeczy uwięzieliśmy się w materialnym azylu, który sami stworzyliśmy, który uniemożliwia nam przebicie się przez bramę do prawdziwego świata, świata ducha, świata, w którym naprawdę możemy być wolny.

Wszyscy jesteśmy szaleni, jeśli kupimy wypaczone wartości naszego cyfrowego społeczeństwa, jego tanie emocje, jego fałszywych idoli, takich jak gwiazdy. Właśnie to ostrzegał nas Frame.

Po latach niepotrzebnego cierpienia jej pierwsza książka zdobyła literacką nagrodę dla Janet Frame, by wygrać wyjście z Seacliff. Wszystko, co musiałem zrobić, to przejść przez lukę w płocie do mojego wypożyczonego samochodu. Kiedy zjechałem z góry, minąłem stację kolejową Seacliff, a potem znowu zawróciłem tam iz powrotem po torach kolejowych, zjechałem z drogi i zszedłem na plażę, gdzie przypomniałem sobie swoją podróż. Przypomniałem sobie ogromną hojność i ślepą wiarę Franka Sargesona, młodzieńczy entuzjazm studentów Otago paradujących w kostiumach Princes Street, strasznie nawiedzone piękno Seacliff. Ale to, co ostatecznie pozostało ze mną najbardziej, to miasto Oamaru, jego nicość i sposób, w jaki Janet Frame wciąż zdołała zobaczyć w nim wystarczająco dużo materiału na całe życie.

Świat nigdy nie mógł mnie zmusić do rezygnacji z pisania. Potrzebowałem tylko długopisu i odwagi, by odłożyć myśli i uczciwie stawić im czoła. Gdybym nie mógł tego zrobić, byłaby to moja własna porażka, a nie światowa.

Na cześć Frame rozpakowałem tabliczkę czekolady, którą nosiłem przy sobie, jednego z jej ukochanych Cadbury Caramelos, z którego przeżyła podczas swoich biednych i samotnych czasów w college'u. Zamierzałem mieć tylko jeden mały kwadrat czekolady wypełnionej karmelem, ale rzeczywiście była tak dobra, jak reklamowała Janet. W rzeczywistości było lepiej. Więc miałem dwa. A potem trzy.

I tam, na samotnym południowo-wschodnim wybrzeżu Wyspy Południowej Nowej Zelandii, ssąc czekoladę i karmel w gardle, pożegnałem się z Janet Frame.

[Część podróży Aarona była sponsorowana przez Hawaiian Airlines, z okazji inauguracyjnego lotu z Honolulu do Auckland.]

Obejrzyj wideo: Wspólnota Duchowych Niewolników Maryi AD IESUM PER MARIAM