Scared shitless: Peruwiańska ewakuacja

Scared shitless: Peruwiańska ewakuacja

Kiedy barman wbijał deski w okna, zamknęłam się w łazience i przeklinałam się za tak zły moment. Moja grupa wędrowców wybiegła z baru i zostawiła mnie na śmierć, z wyjątkiem mojej przyjaciółki Sandry, która jest jedną z tych niewzruszonych partnerów w podróży, którzy mogą sobie poradzić z prawie wszystkim. Wciąż waliła w drzwi, mówiąc: „Dziewczyno! Lepiej się tam pospiesz. Wynoś się stąd. Teraz. ” Jak się okazuje, „gówniany przestraszony” to nie tylko banał.

Wtedy myślałem, że Sandra na mnie czeka, bo nie była tak przerażona jak ja, ale później dowiedziałem się, że myślała, że ​​umrzemy od razu.

Nasz ostatni dzień wędrówki Szlakiem Inków zakończył się tego ranka w Machu Picchu, gdzie podziwialiśmy ruiny i zielone góry, dopóki nie przyjechały autobusy turystów i wsiedliśmy do lokalnego autobusu do pobliskiego Aguas Calientes, oddalonego o sześć kilometrów. Zrzuciliśmy nasze zabłocone ubrania turystyczne w pralni, znaleźliśmy hostel i przebieraliśmy się w kostiumy kąpielowe i szorty, spodziewając się kąpieli w naturalnych gorących źródłach, które nadają miastu nazwę. Budynki w pastelowych kolorach wyryte są z boku ścian kanionu, a pokryte dżunglą góry kucają powyżej, przecinając niebo. Kanion jest tak wąski, że przejeżdżające pociągi niemal drapią budynki po obu stronach.

Naszej ostatniej nocy padało tak mocno, że nasi przewodnicy i tragarze w środku nocy kopali rowy wokół naszych namiotów.

Nie mogliśmy się doczekać relaksu w źródłach po przejściu ponad 13 000 stóp przełęczy, w szczególności Warmiwañusca (lub Przełęcz Martwej Kobiety), 13 829 stóp nad poziomem morza. A kiedy nie wspinaliśmy się po granitowych schodach, wspinaliśmy się po stromych wzgórzach, które nasi przewodnicy nazywali „Andean Flat”. Był początek kwietnia, zmienna pora roku, okres między porą suchą i mokrą, ale nasza wędrówka była bardziej mokra niż sucha. Naszej ostatniej nocy padało tak mocno - hiszpańskie słowo to oznacza aguacero - że nasi przewodnicy i tragarze w środku nocy kopali rowy wokół naszych namiotów, przez co czułem się jak rozpieszczony princesai nie w dobry sposób.

Obiecaliśmy, że spotkamy się z naszą grupą wędrowców i przewodnikami w barze na kilka uroczystych kwaśnych pisco przed udaniem się do gorących źródeł. Kiedy kończyliśmy drinki i wymienialiśmy adresy e-mail, na zewnątrz pociąg nagle się zatrzymał. Ludzie wyskakiwali z pociągu i rozproszyli się po kanionie, biegnąc po kamienistych torach. Sprzedawcy porzucali swoje towary - koce, laski, poncza i pocztówki - na wąskim chodniku. Sprzedawcy zaczęli wbijać deski w okna. Jeden z mężczyzn upadł na tory kolejowe, uderzył głową o poręcz, po czym potknął się na nogi i dalej biegł. Krew poplamiła skały, na które upadł.

Zapytaliśmy przechodzących ludzi: „Que pasó? ” Co się stało? Kobieta krzyknęła:Avalancha de tierra. ” Mężczyzna w mundurze turystycznym, odpinanych spodniach khaki i miękkim kapeluszu krzyknął „Landslide”, przechodząc obok. I wtedy zostałem odesłany z powrotem do baru z natychmiastową ochotą iść.

Powietrze na zewnątrz gęstniało od wilgoci, przesiąknięte zapachem mokrej ziemi. Wszyscy biegali w każdą stronę - nikt tak naprawdę nie znał ścieżki błotnistej lawiny, tylko to, że spadła w naszym kierunku z mglistych gór, z gdzieś tam. Sandra i ja przebiegliśmy przez ulicę, dołączając do innych, którzy wyruszyli w poszukiwaniu wyższego terenu, ale nie znaliśmy dokładnej lokalizacji osuwiska. Czy znajdował się po naszej stronie kanionu skrzynkowego, sączył się w naszą stronę i miał przewrócić budynek nad nami?

Brytyjka z naszej grupy pieszej wydawała się nieracjonalnie spokojna. Przypomniała mi pasażerów Titanica, którzy popijali drinki po kolacji i nalegali na deser, mimo że wiedzieli, że statek zderzył się z górą lodową. Powiedziała mi, że przewodnicy powiedzieli, żeby się nie martwić, że w razie niebezpieczeństwa zabrzmią syreny miejskie. „Więc nie martw się”, powiedziała, „żadnych syren”.

Oddychaliśmy ciężkim powietrzem, dusznym i pierwotnym zapachem ziemi. Żadnych syren, żadnych syren, żadnych syren - powtórzyłem tę mantrę. Dopóki wysokie alarmy nie odbiły się od ścian kanionu. Policja pospieszyła do nas, krzycząc. Nasi przewodnicy turystyczni przetłumaczyli: „Biegnij!”

Dziesięć minut wcześniej byłam tak obolała, że ​​ledwo mogłam chodzić. Teraz biegłem, moje sandały podskakiwały przez błotniste kałuże. Adrenalina przebiegała przez kręgosłup jak zimny wąż. Odłamki szarego nieba wydawały się odrywać i spadać w ulewie. Tłum krzątał się dalej, a Brytyjka zatrzymała się, aby zrobić zdjęcie. Zerknąłem przez deszcz i wreszcie zobaczyłem błoto w dolinie, wodnistą ziemię wijącą się brązowym szlakiem przez zielone zbocze góry.

Martwiłem się, bo nie miałem biletu na pociąg. Czy do ewakuacji potrzebowałem biletu?

Biegliśmy wszyscy dalej po moście, Rio Urubamba bulgocząca zimnym, błotnistym wrzodem, opadająca mętnymi falami po zardzewiałych metalowych ścianach. Odgłosy burzliwej brązowej wody przypominające szum radia z maksymalną głośnością. Pobiegłem z trzepoczącymi ramionami jak skrzydłami, jakby to w jakiś sposób podniosło mnie do lotu. Bieg Sandry był bardziej dostojny, pozbawiony furii ramion, więc nie strącała innych ewakuowanych z jej ścieżki w niefortunny sposób, jak ja. Uciekliśmy przez ruta de evacuación, bramy ewakuacyjne około mili w górę rzeki i pociąg, który zatrzymał się w kanionie i czekał.

Staliśmy w szeleszczącej linii, nie mając pewności, czy okoliczne zbocza nas zsuną się, jeśli zostaniemy otoczeni błotem, porwany przez brązowy wodospad. Miałem tylko okulary przeciwsłoneczne na receptę - moje zwykłe okulary zostały w moim plecaku w hostelu. Mój kostium kąpielowy, szorty i ręcznik na ramionach były przemoczone. Martwiłem się, bo nie miałem biletu na pociąg. Czy do ewakuacji potrzebowałem biletu? Ludzie wpychali się na siebie, próbując wejść na pokład.

Przed nami w kolejce kłóciła się młoda para holendersko-australijska. Mówił po angielsku i powiedział: „Weź się w garść. Wszystko będzie dobrze ”. Odpowiedziała po holendersku, ale przy całym jej płaczu nawet rodowity Holender nie zrozumiałby jej. Przeżegnała się i zaczęła się modlić: „God te behagen. ” Potem więcej płaczu. Tym razem histeryczny, hiperwentylujący - rodzaj płaczu, na który czasem mam skłonność - ale byłam zbyt przerażona, by płakać. Jej histeria dała mi dziwne poczucie spokoju. Pokazała dokładnie, co czułem, więc nie musiałem. Ale nie byłam tak spokojna jak Sandra, która później zapytała: „Uduszenie się błotem byłoby największym horrorem, ale co mogliśmy zrobić, aby to powstrzymać, więc po co panikować?”

Mąż próbował uspokoić szaloną żonę. Powiedział: „My będzie mieć dzieci. My nie są umrę podczas naszego miesiąca miodowego ”. Odwrotny efekt osiągnięto poprzez wspomnienie o ich przyszłości, a wzrost szału obejmował teraz konwulsyjne jęki i duszące szlochanie.

Dopóki ją nie uderzył. I wznowiła cichy płacz.

Patrząc wstecz, czuję ukłucie tego uderzenia ze szklistą ostrością, chociaż niewzruszona Sandra powiedziałaby: „Gdybym był nim, spoliczkowałbym ją wcześniej”. Ale wtedy nie czułam nic poza zaskoczeniem i lekką konsternacją; wszystko to wydawało się częścią surrealistycznego dramatu rozgrywającego się wokół nas. Teraz widzę, że nie ma nic lepszego niż strach przed ujawnieniem piękna - a także przerażenia, a może wstydu - naszego ludzkiego ja.

Kiedy dotarliśmy do drzwi pociągu, próbowałem wytłumaczyć konduktorowi, że nie mamy biletu, ale pomachał nam, turystom na pokładzie. Odrzucono jednak przewodników i tragarzy. To mnie zdenerwowało, ale nie na tyle, żebym był gotów ustąpić miejsca. Ze wstydem wyjrzałem przez poplamione deszczem okno. Rzeka mijała nas chaotycznym brązem, wciąż się podnosząc. Deszcz nadal padał równomiernymi, szarymi płatkami.

Trudniej jest powiedzieć, że po przeprowadzeniu już testów postąpisz właściwie.

Nie musiałbym się już zastanawiać, czy postąpiłbym właściwie, gdy niosło mnie niebezpieczeństwo. Łatwo powiedzieć, że nic nie mogłem zrobić i że nasi przewodnicy i tragarze prawdopodobnie byliby w porządku - i na szczęście tak było - i chociaż jest to na pewnym poziomie prawdą, to też nie jest prawdą; to jest kłamstwo, na którym polegam, żeby sobie wybaczyć. A najgorsze jest to, że gdybym musiał to zrobić jeszcze raz, nie mogę powiedzieć na pewno, że zareagowałbym inaczej. Trudniej jest powiedzieć, że po przeprowadzeniu już testów postąpisz właściwie.

Holenderka zamówiła butelkę wina i zapytała nas, czy chcemy. Sandra odmówiła, ponieważ zarabia na życie ze sprzedaży wina i niezależnie od tego, co uważałam za pilną potrzebę picia, Sandra nie zamierzała pić taniej wódki. Tak więc na zmianę z Holenderką podawałem butelkę w tę iz powrotem. Czekaliśmy tam, zastanawiając się, czy ziemia nad nami wygiąłby się, wysyłając pociąg do rzeki. Zapytałem kelnera, czy wszystko będzie dobrze, a on odpowiedział: „No se. ” Nie wiem. Ale to pewne zmrużenie oczu, szept łamiący się głos, zdradził jego strach.

Brytyjska grupa pokazała sobie cyfrowe obrazy lawiny błotnej. Kiedy dzielili się zdjęciami, nie przejmowali się tym, że pociąg jeszcze się nie poruszał, że zostaliśmy w kanionie pudełkowym w ulewnym deszczu. Pociągnąłem kolejny łyk z butelki taniego merlota, próbując stłumić głos w mojej głowie: Podczas gdy przewodnicy, którzy cię przywieźli, stali bezpiecznie w deszczu nad podnoszącą się rzeką, ty po prostu tam siedziałeś.

Pociąg w końcu przetoczył się przez kanion w kierunku Cusco i wszyscy klasnęli, co zaskoczyło mnie i nie. Mąż przeprosił żonę, która przyjęła z radosnym uśmiechem. Sandra zasnęła, jak to robiła podczas wyjątkowo burzliwych lotów i na małych łodziach na wzburzonym morzu. Siedziałem w okularach przeciwsłonecznych i kostiumie kąpielowym, z mokrym ręcznikiem owiniętym wokół ramion; Kołysałem się w huku kołyszącego się pociągu, patrząc, jak czarna dziura nocy przesuwa się obok mojego odbicia w oknie.


Obejrzyj wideo: Amnesia: Scared Shitless #4