Jak to jest pracować na statku wycieczkowym na Alasce

Jak to jest pracować na statku wycieczkowym na Alasce

Hazard, który ma miejsce poniżej 5 talii, nie jest efektowny. Żadnych migających świateł, żadnych głośnych dzwonków ani gwizdów, żadnych tancerek. Na rzadko używanym podeście schodów siedmioro z nas siedzi na zimnej stalowej podłodze, paląc i pijąc.

Brzęk kroków odbijający się echem po przejściu daje nam wystarczające ostrzeżenie o zbliżaniu się ochroniarza. Zagląda na korytarz wokół wodoszczelnych drzwi. Chronimy nasze butelki whisky i piwa, dostarczone niedawno przez filipińską mafię, która sprzedaje załogę. Oszukany, by uwierzyć, że to suche zebranie w korytarzu, odchodzi, a my wszyscy oddychamy z ulgą.

To jest życie na statku.

* * *

Dzień zaokrętowania jest trudny dla załogi i radosny, choć mylący dla pasażerów. Przez osiem godzin będę stać nieruchomo z przylepionym uśmiechem na twarzy, odpowiadając na te same pytania od małych grup napływających na pokład.

Którędy do restauracji? Czy te schody prowadzą w górę czy w dół?

Odpowiem z powitalnym uśmiechem i mrugnięciem rzęs pokrytych tuszem do rzęs.

Podejdź do tylnej części statku, jeśli zmokłeś, posunąłeś się za daleko. Tak, schody prowadzą do góry i na dół.

* * *

As, król. Duży zręczność. Zawsze przegrywam z dużym sprytem, ​​ale to ekscytująca ręka do grania.

Po 23:00 jestem wolny, a po godzinie spędzonej w Anchor Inn wrócę do mojego tymczasowego domu o pojemności 100 000 ton.

Rumuński kierownik sklepu jest pierwszy. Jest w środku. Następni są dwaj angielscy tancerze. Nie pamiętam ich nazwisk. Przy 2000 pasażerów tygodniowo i 1000 członków załogi nazwiska stają się nieistotne. Znam tak intymne szczegóły ich życia, jak potrzebuję: z kim sypiają i co piją. Wiem też, że brakuje im pokerowych umiejętności. Oni dzwonią.

Ja stawiam. Przygryzając dolną wargę, staram się wyglądać naturalnie. Jestem okropnym bleferem. Rozstrzygam sprawdzeniem, a następnych trzech graczy spasuje, w tym Amerykanin i Serb, którzy walczą z tym, na zmianę wygrywając wszystkie dotychczasowe pule. Krupier wypuszcza dym, odkłada Heinekena i podnosi karty.

* * *

Pierwszy port na Alasce, Whittier, przyjmuje większość gości tuż przed zmierzchem, kierując się prosto do łóżek lub na bufet o północy. Nie żeby było jeszcze wiele do zrobienia. Whittier ma tylko kilka domów, port wystarczająco duży dla statków wycieczkowych, marinę dla mniejszych żaglowców i Anchor Inn.

Po 23:00 jestem wolny, a po godzinie spędzonej w Anchor Inn wrócę do mojego tymczasowego domu o pojemności 100 000 ton. Anchor Inn, z cenami wyświetlanymi na tablicy czterokrotnie, jest ulubionym miejscem załogi. Podczas każdej wizyty pub wydłuża swoje godziny, prawdopodobnie ze względu na świeżo zrealizowane wypłaty załogi i prośby o jeszcze jedną rundę karaoke i Alaskan Amber.

Może gdybym nie pracował lub gdybym opuścił ten pub, znalazłbym się zamiast tego wiosłując po lodowcowych zatokach Whittiera z wielorybami i wydrami we względnej samotności. Ale priorytety podczas mieszkania na pokładzie są różne. Narastają problemy z piciem.

* * *

Król, królowa, siedem. Królowa i siódemka to trefl pasujące do mojego króla. Pierwszy Anglik dużo stawia. Nie jest zbyt dobry w pokerze, więc prawdopodobnie ma niższą parę, która zwykle wygrywa o tej porze. Drugi Anglik i Rumun. Dzwonię.

* * *

Kiedy płyniemy, prawie nie czuję kołysania się statku. Mijając linie brzegowe z niepewnie wiszącymi lodowcami i wodospadami widocznymi w górach, statek łagodnie sunie między niezamieszkanymi wyspami a osłoniętymi zatokami. Spokojne wody zakłócają jedynie ślady łodzi lub od czasu do czasu wydra i foka ślizgająca się po powierzchni. Każde zwierzę niewątpliwie wywoła poruszenie. Przez głośniki zostaną ogłoszone duże łodzie wielorybów, a połowa statku rzuci się, by spojrzeć za burtę, kamery gotowe. Będę rzucać ukradkowe spojrzenia, kiedy będę mógł; jednakże podczas moich 13-godzinnych dni roboczych większość obserwacji zostanie przeoczona.

Juneau jest najbliżej prawdziwego miasta, które odwiedzamy w stanie Alaska. Główna ulica z portu ma drewniane witryny sklepowe, które zachęcają turystów do robienia lokalnych zakupów. W dużych oknach eksponowane są futra, kandyzowany łosoś i małe totemy. Chodniki są zajęte, gdy cztery statki są w porcie.

Podczas gdy pasażerowie otwierają portfele na wycieczki helikopterem i psim zaprzęgiem po lodowych polach, załoga rozchodzi się po ulicznych pubach lub na szczycie góry gondolą. Gondola oferuje personelowi statku bezpłatną windę, a pierwsze tygodnie są przepełnione członkami załogi z cieplejszego klimatu, którzy po raz pierwszy mają okazję dotknąć śniegu. Śnieżne anioły, bitwy na śnieżki i konkursy budowania bałwanów odbywają się w każdym miejscu topniejącego śniegu latem na Alasce.

* * *

Rozdana zostaje karta spalenia, a kolejka zostaje umieszczona w dramatycznym ruchu kart. Asem kier. Dwie pary. Oczy wszystkich opadają, prawdopodobnie z powodu nadmiernej ilości piw dolarowych, które wypiliśmy, ale moje się rozszerzają.

Pomimo koloru i strita, oblizuję usta i sprawdzam.

Anglik zaczyna od dużego zakładu. Podnoszę bez namysłu dwa razy. Amerykanin zaciąga się długo papierosem i wypuszcza cienką smugę dymu, wyraźnie życząc sobie, aby runda się skończyła. Anglik dzwoni.

Słyszę, jak stabilizatory statku pędzą po rurach pod nami. Wkrótce poczuję odejście kotwicy. Jego ogromny łańcuch wibruje dolne pokłady, gdy się rozkłada. 4:15, jak w zegarku, wjeżdżamy do Skagway. Jedynym powodem, dla którego dzisiaj gramy w karty, jest to, że nikt z nas nie przejmuje się pójściem tam.

* * *

Pasażerowie opuszczą statek tłumami, wsiadając do pociągu parowego do Białej Przełęczy Jukonu. Broszury głoszą, że „wyczyn inżynieryjny gorączki złota w Klondike”, ale jego popularność wynika bezpośrednio z braku możliwości rozrywki w Skagway.

Pomimo swojej bezprawnej reputacji w historii, jest to typ miasta, który można sobie wyobrazić, gdy statek wycieczkowy odpłynie. Odrestaurowane stylizacje z gorączką złota przypominają park rozrywki, w którym tylko dwie prawdziwe ulice mieszczą sklepy sprzedające zegarki i biżuterię. Wystarczy jedna wizyta. Podczas gdy pasażerowie chwalą Skagway, członkowie załogi prawie nie zawracają sobie głowy opuszczaniem statku.

* * *

Rzeka została rozdana. Dziewięć trefl. Anglik stawia zakład, stawiając mnie all-in. Biorę długi łyk piwa, pozwalając, by bąbelki spływały mi do gardła. Pomimo koloru i strita, oblizuję usta i sprawdzam. Wpatrując się w żetony, zaczynam myśleć o tym, co zrobię z wygraną w Ketchikan, ostatnim porcie.

Na drewnianym molo przy promenadzie, gdzie cumuje statek, znajduje się stoisko z frytkami fish and chips z halibutem, który kruszy się w ustach i jest perfekcyjnie solony. Każdego tygodnia odmawiałem tuzinowi handlarzy otaczających chatę, starając się zabrać gości na malowniczy lot samolotem typu float do zacisznej kabiny na pieczenie łososia.

Jeśli wygram to rozdanie, zgodzę się na wygórowaną cenę pilota. Będę włóczyć się po drewnianych niskich budynkach Ketchikan, omijając sklepy z osobliwościami i kierując się do portu, aby wejść na pokład małego samolotu. Wspinając się po pontonach, zatrzymam się na chwilę, patrząc, jak łosoś skacze tuż pod moimi stopami, zanim wzbiję się w niebo. Po kilometrach gęstego lasu, kilku identycznych zatok z niezamieszkałymi wyspami, zejdziemy w kierunku zwietrzałej chaty z kamienistą plażą i miejscem na ognisko na podwórku. Samotny grizzly będzie moją rozrywką, czołgając się z lasu, łapiąc obiad prosto z rzeki przede mną.

To będzie mój dzień jako turysta z Alaski. Dokładnie to, co obiecywała broszura.

Nie będzie tak, jak dawniej, kiedy przebywałem w granicach miasta Ketchikan, tylko zapuszczając się do Ketchi-Candies po kostkę krówki z masłem orzechowym, aby pocieszyć się i uciec przed bocznym deszczem. Albo kiedy bez celu przechadzałem się po drewnianej promenadzie znanej jako Creek Street, obok byłych burdeli i zakładów prohibicyjnych zamienionych w muzea, czekając na piwo w barze Totem.

Tym razem będzie inaczej. Zbadam.

* * *

W sumie patrzę na Anglika. Pociera brwi kciukiem i nosi nieskruszony uśmiech. Wykłada waleta ósemka trefl. Spłukać. Zmiata frytki jednym mocnym ruchem, a ja żałośnie pociągam duży łyk reszty piwa. Opieram się o stalową ścianę, uderzając głową o świeżą białą farbę.

Już przysięgam, że nigdy więcej nie będę grać w pokera. Ale przyjdź w przyszłym tygodniu, tuż przed Skagway, podczas gdy pasażerowie podekscytowani rozmawiają o wielorybach przedostających się obok statku, odbędzie się kolejna gra.

Niewątpliwie tam będę, próbując szczęścia na przelot samolotem.


Obejrzyj wideo: Najlepsze z pracy na morzu