Jak huragan Sandy pomógł mi przestać być gównianą osobą

Jak huragan Sandy pomógł mi przestać być gównianą osobą


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Jak się czuję rok po huraganie Sandy? Czuję się szczęśliwy.

Przed burzą byłem kipiącym, przygnębionym bałaganem. Czułem, że mam prawo mieć w życiu lepsze rzeczy, ale nie chciałem ciężko pracować, aby je zdobyć. Nie podobało mi się to, że moi bardziej odnoszący sukcesy przyjaciele i ich praca opłacała pensje dorosłych. To było tak, jakby wszyscy w moim życiu szli do przodu dobrze, ale niewidzialna ściana nie pozwalała mi nadążyć.

Cały czas myślałem o podróży - a dokładniej o ucieczce. Chciałem zostawić swojego chłopaka, który był bardzo zadowolony z naszego nudnego życia na południowym wybrzeżu Long Island. Chciałem opuścić moją rodzinę, która żyła w zaprzeczeniu, że moja siostra ma poważne zaburzenie osobowości i nie otrzymywaliśmy dla niej takiego leczenia, na jakie zasługiwała. Chciałem zostawić moich gównianych przyjaciół, którzy dbali tylko o siebie i facetów, z którymi pieprzyli się, upijali i upijali każdego dnia tygodnia.

A potem przyszła Sandy. Wypełniła moje mieszkanie nad morzem czterema stopami wody i pozostawiła mnie bez dachu nad głową przez około cztery miesiące. Zostałem koczownikiem wbrew mojej woli, padając na kanapach, znajdując pocieszenie i wygodę w dmuchanych materacach, nosząc ubrania innych ludzi i pracując na boku, podczas gdy moja firma siedziała bez prądu przez prawie miesiąc. To cholernie było do dupy, ale cieszę się, że to się stało - ponieważ Sandy pomogła mi przestać być gównianą osobą i zacząć doceniać życie, które miałem.

Prawie wszystko straciłem. Poważnie. Straciłem meble, ubranie, pracę, dom. Szlochałem w niekontrolowany sposób, ostrożnie wkładając moje dzienniki podróży, zniszczone przez błoto, słoną wodę i pleśń, do dużych worków na śmieci. Najbardziej martwiłem się utratą tych - „rzeczy”, które mogłem zastąpić, ale moje wspomnienia z podróży po Londynie, Ghanie, Europie Wschodniej? Boli mnie bardziej niż cokolwiek innego. To były jedne z moich pierwszych chwil w podróży, kiedy zdałem sobie sprawę z uwielbienia dla świata. Nigdy więcej nie będę w stanie odtworzyć tych uczuć.

Ale to zabawna część utraty wszystkiego - dosłownie nie masz nic do stracenia. Możesz tylko wejść na górę. I tak właśnie się stało. Tom i ja znaleźliśmy większe, ładniejsze mieszkanie na środku Long Island (z dala od zbiorników wodnych i dużych drzew) i skupiłem się na tym, aby moje pisanie stało się karierą. Doprowadziło to do lepszej pracy, z wyższą pensją i wreszcie mogłem sobie pozwolić na meble dla dorosłych, aby zastąpić rzeczy z dzieciństwa, które zabrałem ze sobą do pierwszego mieszkania.

Mniej przejmowałem się podróżowaniem po świecie, a bardziej doceniałem nowy dom, który musiałem zbudować. Nie przejmowałem się „wychodzeniem” w każdy weekend tylko po to, by nie wyglądać na przegranego, który lubił siedzieć w domu w sobotni wieczór i oglądać stare odcinki Sherlock. Po raz pierwszy w życiu nie chciałem uciec. Chciałem się dowiedzieć, o co chodzi w Long Island - gdzie mogłem dostać najlepsze sushi, jakiego rodzaju minibrowary mieliśmy, gdzie był najbardziej nawiedzony dom i jak wyglądała Jones Beach po prawie całkowitym zanurzeniu się w Atlantyku.

Huragan Sandy obudził mnie i pomógł mi uświadomić sobie, jak dobrze to mam. W pralni w Massapequa (jedynej na wyspie, która miała prąd i ciepło, trzy dni po burzy), przestałem wpychać do pralki marną ilość ubrań, które teraz posiadałem, słuchając mężczyzny z programu telewizyjnego Lindenhurst jego własną Storm Story.

„Ostatnia rzecz, jaką pamiętam," on zaczyna, „Stawia laptopa nad suszarką. Pomyślałem, że woda nie może unieść się wystarczająco wysoko, aby to zniszczyć. Kiedy wróciliśmy następnego dnia, nie było już całego domu. Został pochłonięty przez przypływ, całkowicie zapadł się i wpadł do kanału. Wróciliśmy do brudnego fundamentu i jakiegoś drewna wyrzuconego przez morze, gdzie kiedyś był nasz dom.

To pokazało mi perspektywę. Nie byłem właścicielem domu do wynajęcia - wynajmowałem mieszkanie. I chociaż straciłem wiele rzeczy, które sprawiają, że dom jest domem, nadal mieliśmy materace, trochę ubrań, kilka przedmiotów kuchennych, komputery - właściwie wszystko, co mogliśmy zmieścić w naszych samochodach i zatrzymać w domu mojej rodziny. Nie mieliśmy do czynienia z koszmarami ubezpieczeniowymi, burzącymi ścianami, by spryskać pleśń, czy przypadkowymi ludźmi rabującymi nasze niestrzeżone pokoje.

Faktycznie zarobiliśmy pieniądze na umowie - FEMA dała nam pieniądze na przeprowadzkę na dwa miesiące i chociaż bardzo staraliśmy się znaleźć mieszkanie, które działało w tym czasie, ostatecznie łatwiej było zostać w domu i zaoszczędzić, co się dało.

Przestałem narzekać i porównywać się do innych ludzi. Zacząłem pomagać innym, bez względu na to, czy chodziło o dostarczanie koców sąsiadom, którzy wciąż nie mieli zasilania, robienie ciepłych posiłków dla wolontariuszy zajmujących się listopadową burzą śnieżną, przekazywanie pieniędzy lokalnym organizacjom charytatywnym czy obserwowanie dzieci ludzi, gdy szukali nowej pracy. To naprawdę niesamowite uczucie, gdy budzę się każdego dnia wdzięczna, że ​​mam dach nad głową, wdzięczna za prysznic z ciepłą wodą, kuchenkę i lodówkę, które działają. Mieć samochód, który nadal jeździ i nowych przyjaciół, którzy byli przy mnie, kiedy ich najbardziej potrzebowałem.

Myślę, że Amerykanie tracą z oczu takie ważne rzeczy. Jesteśmy tak pochłonięci perfekcją, byciem najlepszymi we wszystkim, że zazdrość ogarnęła nasze osobowości i ze wszystkiego uczyniliśmy wyścig. „Muszę ćwiczyć więcej niż on, żeby zdobyć dziewczynę”. „Muszę być mądrzejszy od niej, żeby dostać pracę”. „Muszę odnosić większe sukcesy niż wszyscy, ponieważ mam niską samoocenę i muszę pokazywać ludziom, że jestem coś wart”.

Na dłuższą metę nic z tego nie ma znaczenia. I dlatego czuję się taki szczęśliwy - ponieważ jestem teraz poza wszystkimi tymi uczuciami. Amerykański sen nie powinien sprawić, że poczujesz się „lepiej” niż wszyscy inni. Amerykański sen powinien sprawić, że poczujesz się dumny, mieszkając w kraju, w którym ludzie spotykają się w czasach kryzysu, aby załatwić sprawę.


Obejrzyj wideo: Shenzhen: The Silicon Valley of Hardware Full Documentary. Future Cities. WIRED