Moja nieudana próba rezydentury artystycznej na Islandii

Moja nieudana próba rezydentury artystycznej na Islandii

Generalnie zgadzam się ze stereotypem, że powiedzenie, że jesteś pisarzem, jest okrężnym sposobem na powiedzenie, że nie jesteś zatrudniony za wynagrodzeniem. W związku z tym będę się nazywać pisarzem.

Mieszkam w Reykjaviku od około dwóch miesięcy, eksperymentując z zamieszkaniem w mieście napędzanym kreatywną energią. Czasami wydaje się, że dziewięciu na dziesięciu Islandczyków pisze tomik poezji, gra w zespole lub maluje obrazy z barwników owocowych i wosku do świec. W zeszłym tygodniu spotkałem legalnego perkusistę od 9 do 17. To jego praca; to jest to, co on robi. Odwiedziłem tu jednostki coworkingowe, w których niezależni pracownicy wynajmują biurko, aby skupić się na projektach graficznych lub fotografii. Wydaje się, że wszyscy ci ludzie znaleźli sposób na pilne oddanie się pasjom, które w większości społeczeństw przemysłowych byłyby uważane za hobby.

Kiedy pisałem artykuł o artyście graffiti dla lokalnego magazynu, zacząłem poznawać rezydencje artystów jako legalne instytucje dla rodzaju pracy, którą chciałem wykonywać - a mianowicie pisania opowiadań i artykułów w magazynach niezależnych. Artysta, z którym rozmawiałem, opowiedział mi o rezydencjach, które odbył w Australii, Szkocji i tutaj na Islandii, gdzie on i inni artyści otrzymali wolne pokoje i zasoby, które pozwoliły im skupić się na ich kreatywnych przedsięwzięciach.

Badając rezydencje artystów na Islandii, natrafiłem na nieodparte wezwanie do wzięcia udziału w jednej z nich, rezydencji artystycznej N1, w której mogłem uczestniczyć w ponad 100 miejscach w całym kraju. Program rezydencji N1 nie wymaga aplikacji, jest bezpłatny i ogólnodostępny. Mieszkańcy mają dostęp do Wi-Fi, przekąsek, stołów roboczych, łazienek, gniazdek elektrycznych, prawie wszystkiego poza faktycznym miejscem zamieszkania. Ale rezydencja N1 odbywa się przez żaden określony czas, dzięki czemu rezydent może tworzyć tak mało lub tak długo, jak potrzeba.

Rezydencja N1 odbywa się na jednej z islandzkich sieci 115 stacji benzynowych N1.

Możliwości tankowania

Rezydencję ułatwia Nes Artist Residency z siedzibą w Skagaströnd w Islandii. Mam na myśli, że dzięki ułatwieniu wymyślili to, a raczej zrobili to dwaj artyści, Australijczyk Kat Danger Sawyer i Amerykanin Paul Soulellis. Soulellis jest byłym artystą-rezydentem Nes, a pomysł przyszedł do niego i Sawyera podczas podróży między stacjami N1, dokumentując nieprzerwany kilometr 21 barier drogowych w hołdzie dla amerykańskiego rzeźbiarza Waltera De Marii. Sawyer i Soulellis zainspirowali się twórczością De Marii z 1979 roku Zepsuty kilometr, układ 500 mosiężnych prętów na stałej ekspozycji w galerii 393 West Broadway Dia Art Foundation w Nowym Jorku.

Brak internetu starałem się postrzegać jako jakiś szczęśliwy prezent.

W zmowie z Nesem, Sawyer i Soulellis zaplanowali tę niekonwencjonalną rezydencję artystów N1 dla przejściowych twórców, takich jak oni. Każdy, kto bierze udział w Rezydencji N1, jest zachęcany do przesłania zdjęć lub dowodów pobytu do Rezydencji Nes Artist, chociaż to, co stanie się z tym materiałem, nie jest jeszcze znane. Właściwa firma N1 nie ma pojęcia, że ​​ich stacje benzynowe są reklamowane jako kreatywne inkubatory.

W witrynie Nes zmienili nazwę typowych funkcji stacji benzynowej N1 - przekąski, kawa, łazienki - na funkcje kreatywnego miejsca pracy. Mówią, że stacje N1 to miejsca „możliwości zatankowania”, w których można zarówno zatankować paliwo, jak i rozwinąć kreatywne pomysły. Rezydencja jest przeznaczona dla „profesjonalistów zajmujących się literaturą i literaturą faktu, praktykami społecznymi, interwencjami, blogowaniem, projektowaniem, architekturą i interdyscyplinarnością”, którzy mogą skorzystać z „herbaty i kawy, udogodnień i produktywności podczas oczekiwania na autobus”.

Zostanie artystą rezydentem N1

Wyjechałem na rezydencję w niedawny niedzielny poranek z laptopem w ręku i zamierzałem poświęcić trochę czasu na krótkie opowiadanie, które chciałem rozwinąć. Poszedłem na stację benzynową N1 autostradą dziesięć minut spacerem od mojego mieszkania. Już teraz najbardziej ujmujące jest to, że w weekend o 9 rano w Reykjaviku stacje benzynowe N1 są chyba jedynymi miejscami, które są otwarte i serwują kawę.

Ten N1 jest połączony ze sklepem z kanapkami w Subway i ekskluzywnym meksykańskim fast foodem o nazwie Serano. Powiew Subway - ten wyraźny zapach przetworzonego mięsa delikatesowego i czerstwego chleba produkowanego przez Subways na całym świecie - złapał mnie natychmiast. Przeszukałem alejki z przekąskami w poszukiwaniu odpowiedniego śniadania na stacji benzynowej i zdecydowałem się na przeceniony batonik musli marki „Corny”. To, że opisuję batonik z muesli jako przeceniony, powinno oznaczać wstyd bycia samozwańczym pisarzem odbywającym rezydencję artystyczną na stacji benzynowej. Kupiłem też kawę i tak jak na Islandii za każdym razem, gdy dostaniesz filiżankę na kawę, ja miałem ją uzupełniać bez końca.

Podszedłem do czegoś, co Nes mógł nazwać „stacją roboczą”, ale w rzeczywistości było to ladę z dozownikiem serwetek, wysokimi stołkami barowymi i widokiem na parking. Nie było dostępnej sieci Wi-Fi ani gniazdek elektrycznych, więc zdałem sobie sprawę, że mój pobyt potrwa tak długo, jak długo mój komputer będzie w stanie utrzymać ładunek lub zepsułem się i wyszedłem, aby sprawdzić e-maile.

Starałem się postrzegać brak internetu jako rodzaj przypadkowego prezentu, który powstrzymywałby mnie od skakania po sieci i rozpraszania się. Przeczytałem artykuł o praktyce powieściopisarza Jonathana Franzena polegającej na ukrywaniu się w wolnym mieszkaniu w Nowym Jorku bez połączenia z Internetem, na komputerze, na którym nie było zdjęć, muzyki ani innych programów oprócz Microsoft Word. Być może Nes zdawał sobie sprawę z symbolicznej rady Franzena: „Wątpliwe jest, aby ktokolwiek, kto ma połączenie internetowe w swoim miejscu pracy, pisał dobrą fikcję”.

Zrzuciłem więc okruchy z blatu, pisałem i obserwowałem, jak ludzie przychodzą i odchodzą. Wszedł mężczyzna z czarną teczką, a ja czekałem, czy on też usiądzie w „miejscu pracy”. Czy on też był rezydentem? Inny mężczyzna wszedł z aparatem przewieszonym przez ramię. Może przyjeżdżał do pracy nad fotoreportażem, w którym kronikował banały jednorodnej stacji paliw?

Obaj przyszli tylko po to, żeby zapłacić za benzynę.

O 9:53 mężczyzna siedział obok mnie ze swoim hot dogiem i napojem i czekałem, czy wyciągnie jakieś farby lub zeszyt. Nie pracował nad niczym oprócz hot doga, a potem szybko ruszył.

Nieuchronnie się rozpraszałem. Spojrzałem na inspirujące pocztówki przedstawiające islandzkie konie i elfy na wystawie po lewej stronie, na wieszaku z akcesoriami do włosów i okularami po prawej. Stacje benzynowe, podobnie jak supermarkety, są świetnym barometrem kulturowym, jeśli chodzi o żywność. Na islandzkiej stacji benzynowej masz półki z suszonymi rybami, duńskim chlebem Rugbrød i ciasteczkami Súkkulaðisnúðar.

Wyobraziłem sobie, co mógłbym umieścić na swoim profilu LinkedIn, będąc artystą-rezydentem N1. „Skorzystałem z zasobów rezydencji, aby wspierać rozwój osobisty” (fast food), „rozwijać rzemiosło narracyjne” (tj. Ja teraz piszę ten artykuł w pierwszej osobie), „uczestniczyć w produktywnym środowisku, które napędzało mój proces twórczy ”(tj. interakcja z dzbankiem do kawy bez dna).

Ponieważ „stanowisko pracy” znajdowało się blisko automatycznych drzwi, zostawiłem płaszcz na czas pobytu, aby chronić się przed zimnem. Spojrzałem przez okno na flagę kanapkową Subway walczącą gwałtownie z wiatrem.

Mogę zgłosić, że łazienki były zaopatrzone we wszystkie przybory toaletowe, które wyjaśniła strona internetowa Nes, i były przestronne i czyste. Pracownicy N1, nieświadomi obecności tajnego artysty na stacji, nadal byli pomocni i inspirujący. „Nie spieszymy się” - powiedział filozoficznie kelnerka, kiedy przeprosiłam za tyle czasu na wyłapanie mojego smaku batonika musli.

Po upływie dwóch godzin wszystko, co tak naprawdę zebrałem, to różne rozważania na temat mojego porannego doświadczenia. Spakowałem swoje rzeczy i wyszedłem z nieuniknionymi produktami rezydencji artysty na stacji benzynowej: materiałem narracyjnym do tego artykułu, paczką serowych serów i puszką napoju gazowanego.


Obejrzyj wideo: Czy psychologia to jeszcze nauka? O naukowej wartości ekspertyz psychologicznych, Tomasz Witkowski