Na PowerBarach, trędowatych i przystankach parad w Varanasi

Na PowerBarach, trędowatych i przystankach parad w Varanasi

Nie chcieliśmy przerywać parady.

Mój przyjaciel Sholeh i ja zapłaciliśmy kilka rupii chłopcu Sahelu, aby szedł z nami po ghatach lub schodach prowadzących w dół do rzeki; jego zadaniem było odpędzanie żebraków. Przeszliśmy przez zapachy krowiego łajna, kadzidła, moczu, curry i dymu. Dźwięki bębnów, sitara, pieśni z meczetu. Krowa wspięła się po schodach ghat. Turysta skierował swój gigantyczny teleobiektyw w stronę modlącego się mężczyzny. Szliśmy w mrocznym wieczornym świetle, a każdego, kto się do nas zbliżał, odwracał Sahel, który gestem nakazał im „rozmawiać z ręką”. Jego pracę traktowano bardzo poważnie.

Zatrzymaliśmy się w restauracji, przeczytaliśmy menu, które ostrzegało: „Proszę poczekać 21 minut na zamówienie”, a Sahel stał na zewnątrz, upewniając się, że nikt nam nie przeszkadza. Podał rękę żebrakom, trędowatym, dziewczynkom sprzedającym muszle. Nie zatrzymał się przed nikim i był wart dolara, który zapłaciliśmy. A my byliśmy warci jego czasu - jeden dolar to średnia dzienna pensja dla Hindusa. Sahel miał zaledwie 11 lat, być może zarabiał więcej niż jego ojciec.

Po przerwie na lunch, a następnie w sklepie, aby kupić sari, Sholeh i ja spacerowaliśmy po ulicach. Trędowaty siedział obok ognia i żebrał. Nos wtopił się w twarz, palce zrosły się razem. Miałem w torbie PowerBar, więc mu go podałem. Trzymał go nadgarstkami, patrząc z dezorientacją na lśniące złote opakowanie. Zdałem sobie sprawę, że nie ma sposobu, aby mógł otworzyć opakowanie. Wziąłem batonik z powrotem, mówiąc mu po angielsku, co jest chyba bardziej absurdalne niż sam prezent w postaci PowerBaru, że rozpakuję go dla niego. Zdjąłem złote opakowanie i włożyłem sztabkę z powrotem między jego nadgarstki. Spojrzał na to z zaciekawieniem. Nie jestem pewien, czy w ogóle wiedział, że to jedzenie; z pewnością nie przypominało żadnego z dań, które widziałem w Indiach.

- Chodźmy - powiedział Sholeh, zmęczony oglądaniem absurdalności tej sceny. Ponieważ nie wiedziałem, co jeszcze zrobić, pomachałem głupawą połową fali. Trędowaty skinął głową, a ja chciałem wierzyć, że zrobiłem coś dobrego. Że nie byłem nie na miejscu, obcy i nieświadomy.

Delikatna sieć zmierzchu opadła, a parada była preludium aatari, czyli wieczorne modlitwy. Mężczyźni w każdym wieku i różnej wielkości grali na fletach i sitarach, uderzali w bębny, potrząsali tamburynami lub po prostu spacerowali w procesji ulicą. Sholeh i ja pomachaliśmy do tłumu, kiedy przechodzili. Młodsi mężczyźni jako pierwsi machnęli z powrotem. Potem wszyscy spojrzeli na nas i pomachali ze śmiechem. Przestali grać na swoich instrumentach i machali obiema rękami. Niektórzy nawet skakali w górę iw dół z podniecenia. Faceci z tyłu wtłoczyli się w zatrzymanych mężczyzn, machając do nas, a cała parada ugięła się jak akordeon, po czym zatrzymała się. Wszyscy na ulicach patrzyli na nas, próbując zobaczyć, co mogło zatrzymać paradę. Sholeh i ja najpierw się roześmialiśmy - myśl o przerwaniu parady!

Ale Sahel zganił nas. Nie znał angielskiego, ale sposób, w jaki odciągnął nas od krawędzi parady, wyraz jego twarzy, machanie palcem, świadczyły, że był na nas zły. Może mimo wszystko nie byliśmy warci kłopotów. Daliśmy mu napiwek w wysokości równowartości kolejnego dolara, podwajając jego wypłatę, a on skinął głową z wielką powagą, po czym zniknął w lesie odzianych w pomarańcz i złoto ludzi, zostawiając nas samych.


Obejrzyj wideo: Wyspa Spinalonga. Grecja z TUI Poland