Podróżując w cieniu śmierci

Podróżując w cieniu śmierci


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

MOJA ŻONA ANITA i ja szliśmy ze znużeniem, jakby w transie, pod wiszącymi żółtymi znakami i wykończeniami ze szczotkowanego aluminium lotniska Schiphol w Amsterdamie. Z zaczerwienionymi oczami, patrząc przed siebie, cicho. Telefon zadzwonił tuż po północy w poniedziałek. To była Orsolya, siostra Anity, i jakby już wiedziała, Anita krzyknęła: „Anya!”

Ich matka umarła. Po krótkim pobycie w szpitalu cicho zmarła we śnie. Miała 59 lat.

Zagłuszone tysiącem łez, przerywanych bolesnymi płaczami, dwie siostry, oddalone od siebie o tysiące mil, pocieszały się po węgiersku. Nigdy nie zapomnę tych chwil: obudzenia przez wznoszący się dźwięk dzwonka fortepianu, poczucie bezsilności, by złagodzić ból mojej żony, a potem bezsenne godziny niedowierzania, które nastąpiły.

Był teraz sobotni poranek. Po opuszczeniu Los Angeles w piątek po południu byliśmy zombie mozolnie zmierzającymi w kierunku naszego przesiadkowego lotu do Budapesztu.

Schiphol nucił; toczący się bagaż był przenoszony po lśniącej podłodze przez dobrze ubranych ludzi z miejscami do siedzenia. Te w garniturach z kanciastymi fryzurami idealnie pasują do tła lotniska z lśniącego metalu i szkła. Inni kręcili się po okolicy w jaskrawych strojach przypominających papugi, symbolizujących tropikalne raje, do których myślałem, że się wybierają.

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu do połączenia, ale po dziesięciu godzinach lotu Anita uparła się, żeby znaleźć palarnię. Podczas gdy ona zaciągała się w swoim szklanym pudełku poddanym kwarantannie, oparłem się o poręcz i spojrzałem na scenę pode mną. W łukowatej, zielono-szklanej oranżerii Grand Café Het Paleis ludzie pili kawę, jedli talerze z bekonem i jajkami, ciasta i kanapki z bagietką. Grupa brytyjskich nastolatków skończyła śniadanie przy stoliku obok mnie na górnym pokładzie. - To było całkiem miłe - powiedziała wesoło jedna z dziewcząt z kucykiem.

Nigdy nie podróżowałem w tak ponurych okolicznościach, a przyjemność innych zaczynała mnie denerwować. Ludzie na dole, pulsujący jak krwinki w tętnicy, paplanina i lśniące sklepy z jaskrawymi luksusami, wydawały się wulgarne i bez znaczenia. Śmierć nadała życiu odpowiednią perspektywę.

Spojrzałem na matowe, szare niebo przez szklaną ścianę po mojej lewej stronie. Kobieta oznajmiła coś po holendersku przez głośnik, ale wszystko, co usłyszałem, to nieczytelna mieszanka „oo”, „ah”, „jah”, „kah”. Myśli kłębiły się wokół mojej głowy, kiedy grałem przez ostatni tydzień. Kupowanie biletów lotniczych zostało okradzione ze zwykłej radości. Nasze podatki były należne, podobnie jak czynsz, a po zimowym spowolnieniu praca zaczęła się rozwijać. Pomyślałem, że to nie był dobry moment, to nie było częścią planu. Ale od kiedy to śmierć trzyma harmonogram? Kiedy śmierć jest na czas?

W rzadkim momencie absolutnej jasności kawałki układanki w mojej głowie wśliznęły się na swoje miejsce. Pieniądze, urząd skarbowy, praca - w cieniu śmierci znikomość tych rzeczy była błogim wyzwalaniem. Byłem dokładnie tam, gdzie potrzebowałem. Osoba, która nauczyła moją żonę gotować, kochać i być kobietą… zniknęła. Życie często rozgrywa się w powtarzających się cyklach, ale śmierć twojej matki - tej, która dała ci życie - zdarza się tylko raz.

Szklane drzwi rozsunęły się i Anita wyszła z palarni. Przeszliśmy obok osobliwej, ale kojącej, sztucznej przyrody; wyrosły plastikowe drzewa i krzaki, a ptaki ćwierkały z ukrytych głośników. Trzymając się za ręce, zbliżyliśmy się do bramki D71 AMS-BUD. Rozmowy w języku francuskim, angielskim i holenderskim płynęły z tłumu zdenerwowanych podróżników. Wśród kosmopolitycznego zgiełku z ust krzaczastego mężczyzny, mówiącego cicho i pewnie do swojego starszego ojca, dobiegały znajome dźwięki węgierskiego.

Niezależnie od okoliczności jechaliśmy do domu.


Obejrzyj wideo: Tajemnice jeziora Erie - Aleja śmierci